
— Ale dlaczego drzwi nie dawały się otworzyć? — pytał dalej Agee.
— To przecież oczywiste — uśmiechnał się Barnett. — Nie chciał, żeby nu olej zalał cały statek. Albo żeby przypadkiem nie spłynął z pokładu.
— Nie możemy startować — zawyrokował Agee.
— A to dlaczego?
— Ponieważ nie jestem szczególnie mocny w oddychaniu olejem. Dopływ oleju włącza się automatycznie razem z mocą i nie ma siły, żeby go wyłączyć.
— Rusz głową — poradził mu Barnett. — Wystarczy, że zablokujesz otwarty odpływ: co się naleje, to natychmiast spłynie.
— Rzeczywiście, to mi nie przyszło do głowy — przyznał ze skruchą Agee.
— No to do roboty.
— Chciałbym się najpierw przebrać.
— Nie. Oderwij ten cholerny statek od ziemi.
— Ale, kapitanie…
— Ruszaj — rozkazał Barnett. — Zdaje mi się, że ten obcy coś kombinuje.
Agee wzruszył ramionami, wrócił do kabiny pilota i zapiął pasy.
— Gotowi?
— Tak, ruszaj wreszcie.
Agee zablokował odpływ i olej rozpoczął bezpieczną cyrkulację, nie wznosząc się ponad poziom butów pilota. Bez dalszych komplikacji Agee uruchomił resztę przyrządów.
— Jazda.
Nastawił na minimalne przyspieszenie i dmuchnął w opuszki palców — na szczęście.
Wcisnął start.
Kalen z głębokim żalem patrzył na swój oddalający się statek. Bombę tetnitową nadal trzymał w ręku.
Zdążył dojść do statku, przez parę sekund nawet pod nim stał. Po czym odczołgał się z powrotem do wraku obcych. Nie zdobył się na podłożenie bomby.
Parę godzin nie wystarczyło na pokonanie kilkusetletnich uwarunkowań.
Uwarunkowań — owszem, ale i czegoś jeszcze.
Nieliczni przedstawiciele każdej rasy mordują dla przyjemności. Z drugiej strony, istnieje szereg powodów usprawiedliwiających zabójstwo, i to takich, które uznałby każdy filozof.
