
– Bardzo panią przepraszam – powiedział trochę nieśmiało i z zakłopotaniem. – Zapewne dziwi panią, że od kilku dni tak się pani przyglądam. Mam po temu powody i jeśli można, chciałbym je wyjawić.
Głos miał miły i kulturalny i naprawdę robił bardzo dobre wrażenie. Moja niechęć do niego brała się wyłącznie z faktu, że nie był blondynem z autobusu.
– Wcale mnie nie dziwi – odparłam zgryźliwie. – Doskonale wiem, że jestem cudownie piękna i dlatego pan oka oderwać nie może.
– O Boże…! Dla mnie istotnie jest pani cudownie piękna, ale z innych przyczyn, niż pani zapewne sądzi, i w ogóle nie o to chodzi!
– A o co? – spytałam, nieco zaskoczona, ale ciągle pełna wrogości. Nieżyczliwość buchała ze mnie jak żar z hutniczego pieca.
Facet wydawał się zdeterminowany. Pospiesznie i z niepokojem rozejrzał się dookoła, entourage wyraźnie mu się nie spodobał, czemu, zważywszy gacie, trudno się dziwić.
– Chodźmy stąd – zażądał dość gwałtownie. – Na wszystko panią proszę, błagam, niech się pani zgodzi mnie wysłuchać! Tu zaraz, na Sienkiewicza, jest taka mała kawiarenka. Może pani sama zapłacić za swoją kawę, jeśli ma pani obiekcje, ale niech mi pani poświęci chociaż kwadrans! Chodźmy, błagam panią!
W jego głosie pojawił się nagle namiętny żar, nabierający chwilami akcentów rozpaczy. Zaskoczyło mnie to tak, że przestałam protestować. Każdy by przestał. Poza tym kawy i tak zamierzałam się napić, więc ostatecznie, co mi szkodziło…
To, co usłyszałam, przeszło moje najśmielsze oczekiwania.
– Muszę pani najpierw wyjaśnić sytuację – powiedział, patrząc na mnie wzrokiem pełnym nieśmiałej nadziei i mechanicznie gmerając łyżeczką w filiżance. – Otóż jest pewna pani… Przepraszam, że od razu zaczynani od osobistych wynurzeń, ale muszę. Bez tego nic się nie da wytłumaczyć. Jest pewna pani, która dla mnie… Jak by tu powiedzieć… Która jest kobietą mego życia, wzajemnie obdarza mnie uczuciami i niczego bardziej nie pragnę, niż się z nią ożenić.
