Były też w kartonie inne rzeczy, na przykład złoty medalion z fotografią mężczyzny w środku. Miał wypielęgnowaną brodę i wąsy, a ze staromodną powagą było mu bardzo do twarzy. Miał oczy podobne jak ona. Po tylu latach zdawały się śmiać z fotografii, chociaż on się przecież nie uśmiechał. Były też zdjęcia innych mężczyzn, w mundurach. Odgadłam, że to jej ojciec i bracia. Jeden z chłopaków był nie wiarygodnie do niej podobny. Był też mały konwencjonalny portrecik jej matki, który chyba już kiedyś widziałam. Był program teatralny jej ostatniego Jeziora łabędziego, fotografia roześmianych baletnic, a w środku ich grupki młoda piękność, której oczy i twarz przez wszystkie późniejsze lata nie zmieniły się ani na jotę. Nietrudno było poznać, że to Danina. Oszałamiająco piękna i nieprawdopodobnie szczęśliwa. Śmiała się na zdjęciu, a pozostałe kobiety patrzyły na nią z zachwytem i podziwem.

A na dnie pudła leżała gruba paczka listów. Rzuciłam na nie okiem. Pisane po rosyjsku starannym, eleganckim pismem, znamionującym męskość i inteligencję. Związane wypłowiałą niebieską wstążką. Strasznie dużo ich było.

Biorąc je do ręki, już wiedziałam, że tu znajdę rozwiązanie wszystkich zagadek, wszystkie tajemnice, o których nigdy nie opowiadała, z których nigdy się nie zwierzała, odkąd wyjechała z Rosji. Tyle uśmiechniętych twarzy w tym pudełku, tyle osób, tak kiedyś dla niej ważnych, a później porzuconych dla życia, które nie mogłoby być bardziej odmienne od dotychczasowego.

Trzymałam w ręku baletki, delikatnie gładząc satynę, i myślałam o niej. Jaka była dzielna, jaka silna i jak wielu wyrzekła się rzeczy i osób. Zastanawiałam się, czy któraś z tych osób jeszcze żyje, czy ona też tak wiele dla nich znaczyła, czy przechowują jej fotografie. No i zadumałam się nad tym mężczyzną, który pisał do niej listy, kim on był dla niej i co się z nim stało. Nawet jednak bez możliwości ich odczytania wiedziałam wszystko. Pieczołowitość, z jaką zawiązała kokardkę, z jaką przechowywała listy sprzed pół wieku, zabierając je ze sobą do domu opieki – mówiła sama za siebie. Musiał być dla niej kimś ważnym i jak się łatwo domyśliłam ze wszystkiego, co do niej pisał. musiał ją najczulej kochać.



10 из 151