
Miała inne życie, zanim się pojawiła w naszym, a już zwłaszcza w moim. Życie zupełnie inne niż to, w którym umiejscowiliśmy ją w Vermoncie, życie dawne, czarodziejskie, fascynujące i pełne świetności. Pamiętam, jak surowo wyglądał mój dziadek na zdjęciach. Mam nadzieję, że ten człowiek dał jej szczęście, że ją kochał. Zabrała jego tajemnicę do grobu, a teraz oddała mi ją… razem z baletowymi pantoflami… z programem Jeziora łabędziego… i z jego listami.
Spojrzałam jeszcze raz na fotografię w medalionie i instynkt mi powiedział, że listy są właśnie od niego. I znowu setki pytań. Nie było komu na nie odpowiedzieć. Pomyślałam zaraz, żeby dać te listy do przetłumaczenia: wiedziałabym wtedy, o czym mówią. Równocześnie jednak poczułam, że naruszenie ich tajemnic jakoś by ją obrażało. Ona mi tych listów nie dała. Po prostu zostały po niej. Byłyśmy sobie bardzo bliskie, miałam więc z kolei na dzieję, że nie wzięłaby mi za złe tego wtargnięcia w jej sprawy. Były z nas pokrewne dusze. Pozostawiła mi po sobie setki wspomnień o wspólnie spędzonym czasie, o tym, cośmy razem robiły, o legendach i bajkach, które mi opowiadała. Może wśród innych legend nie wzbraniałaby się podzielić ze mną również tą cząstką własnych dziejów. Przynajmniej taką miałam nadzieję. No i tak podniecenie rozpalało się we mnie nad odnalezionymi listami i zdjęciami, aż zrobił się z tego pożar nie do ugaszenia. Nie było ucieczki przed tą cząstką prawdy, którą ona ukryła na całe życie.
Dla mnie zawsze była stara, zawsze moja, zawsze była babcią Dań. W innym czasie, w innym miejscu był jednak taniec, ludzie, śmiech, miłość. Zostawiła tylko wzmiankę o tym, by mi uprzytomnić, że kiedyś była młoda. A zrozumiałam to wreszcie, wpatrzona w uśmiech na twarzy młodej baletnicy ze zdjęcia. Tęsknota za nią wycisnęła mi łzę z oka, kiedy tak siedziałam i uśmiechałam się, trzymając w ręku spłowiałe różowe pantofle, które zostawiła mi w spadku. Tuląc policzek do starodawnej różowej satyny, wpatrywałam się w paczki listów, starannie powiązane wstążkami. Miałam nadzieję, że w końcu poznam jej historię. Szóstym zmysłem czułam, że jest tu o czym opowiadać.
