— Nie w tej chwili — przyznała Babcia. — Ale daj mi tylko odrobinę czasu…

— Dobrze, dobrze. W każdym razie mam teraz trochę roboty, jakichś magów do pogrzebania… Sami wiecie, jak to jest. Zza tylnych drzwi wyjął łopatę i zawahał się.

— Babciu…

— Co?

— Wiecie, jak lubią być chowani magowie?

— Tak!

— No to jak?

Babcia Weatherwax zatrzymała się u stóp schodów.

— Wcale!

Jakiś czas później łagodnie zapadła noc. Resztki powolnego światła Dysku spłynęły z doliny, a blady, spłukany deszczem księżyc zabłysnął na usianym gwiazdami niebie. W mrocznym sadzie obok kuźni rozlegały się z rzadka brzęki szpadla o kamień, a czasem stłumione przekleństwa.

W kołysce na pięterku pierwsza kobieta-mag tego świata śniła o czymś nieistotnym.

Biały kot drzemał na swojej osobistej półce niedaleko paleniska. W ciepłej, ciemnej kuźni jedynym dźwiękiem był trzask węgli stygnących pod popiołem.

Laska stała w kącie, tam gdzie chciała pozostać, otulona cieniami odrobinę bardziej czarnymi, niż zwykle bywają cienie.

Czas płynął, co jest w zasadzie jego obowiązkiem.

Coś brzęknęło cicho i poruszyło się powietrze. Po chwili kot usiadł i zaczął przyglądać się z zaciekawieniem.


* * *

Nadszedł świt. Tu, w Ramtopach, świt zawsze robi duże wrażenie, zwłaszcza kiedy burza oczyściła powietrze. Z doliny, gdzie leżała wieś Głupi Osioł, rozpościerała się panorama pomniejszych gór, zabarwionych purpurą i pomarańczem w zalewającym je z wolna porannym blasku (z wolna, ponieważ w silnym polu magicznym Dysku światło podróżuje w tempie raczej spacerowym). Dalekie równiny nadal były rozlewiskiem cienia. Jeszcze dalej słabą iskierką rozbłyskiwało czasem morze.

Właściwie roztaczał się stąd widok aż do krańca świata. Nie była to poetycka metafora, ale realny fakt, jako że świat był zdecydowanie płaski. Wiadomo też, że płynął w kosmosie na grzbietach czterech słoni, które z kolei podróżowały na skorupie Wielkiego A'Tuina, Ogromnego Żółwia Niebios.



10 из 197