— Dobrze się czujecie?

Jej oczy przypominały dwa błyszczące gniewnie diamenty.

— A więc to tak… — powiedziała. — Rozumiem.

— Co niby tak? — Kowal niczego nie rozumiał.

— Pomóż mi wstać, durniu jeden. I przynieś siekierę. Ton jej głosu sugerował, że okazywanie nieposłuszeństwa byłoby posunięciem dalece nierozsądnym. Kowal przeszukał nerwowo stos złomu i po chwili znalazł stary dwuręczny topór.

— Dobrze. A teraz ściągaj fartuch.

— Dlaczego? Co chcecie zrobić? — przestraszył się kowal, który zaczynał już tracić kontakt z rzeczywistością. Babcia westchnęła zniechęcona.

— To jest skóra, ty idioto. Mam zamiar owinąć nią uchwyt. Dwa razy nie dam się złapać na tę samą sztuczkę.

Kowal zrzucił ciężki skórzany fartuch i wręczył pokornie czarownicy. Owinęła stylisko i raz czy dwa na próbę machnęła toporem w powietrzu. Potem — pajęcza sylwetka w blasku gorejącego paleniska — podkradła się i sieknąwszy z wysiłku i emocji, uderzyła ostrzem w sam środek laski.

Coś szczęknęło. Zabrzmiał dźwięk podobny do wrzasku kuropatwy. Potem głuchy stuk.

I cisza.

Nie poruszając głową kowal bardzo powoli uniósł rękę i dotknął ostrza topora. Nie tkwiło już na stylisku. Wbiło się we wrota, tuż obok jego głowy, przy okazji ścinając maleńki skrawek ucha.

Sylwetka Babci wydawała się lekko rozmyta od wibracji po uderzeniu w absolutnie nieruchomy obiekt Wpatrywała się w odłamek drewna w ręku.

— Nnno dobbbbbrzrzrze — zająknęła się. — Wwww takiiimmm rrrazzzzie…

— Nie — przerwał jej stanowczo kowal. Potarł skaleczone ucho. — Cokolwiek chcecie zaproponować, nie. Zostawcie to. Przysypię ją jakimiś śmieciami. Nikt nie zauważy. Zostawcie. Przecież to tylko kij.

— Tylko kij?

— A macie jakieś lepsze pomysły? Może taki, po którym nie stracę głowy?

Babcia spojrzała na laskę, która sprawiała wrażenie, jakby nie zwracała na nią uwagi.



9 из 197