— No dobra, przestaje padać — rzekł. — Uciekajcie stąd wszyscy. Ja i… — spojrzał na maga i podniósł brwi.

— Drum Billet — wyjaśnił mag.

— …i pan Billet mamy do omówienia ważne sprawy. Skinął młotem i publiczność opuściła kuźnię, po drodze oglądając się jeszcze na wypadek, gdyby mag zrobił coś ciekawego.

Kowal wyjął spod blatu dwa stołki. Z szafki obok pojemnika z wodą wyciągnął butelkę i do dwóch bardzo małych kieliszków nalał przejrzystego płynu.

Obaj mężczyźni usiedli i przez chwilę obserwowali deszcz i mgłę kłębiącą się nad mostem. Wreszcie odezwał się kowal:

— Wiem, o którego syna wam chodzi. Babcia Weatherwax jest teraz przy mojej żonie, ósmy syn ósmego syna… Faktycznie, coś przemknęło mi przez myśl, ale nie zwracałem na to uwagi. No tak… Mag w rodzinie, co?

— Szybko się pan zorientował — zauważył Billet.

Biały kot zeskoczył z legowiska, przebiegł po podłodze i jednym susem znalazł się na kolanach przybysza. Tam zwinął się w kłębek. Cienkie palce maga z roztargnieniem gładziły jego sierść.

— No tak… — powtórzył kowal po raz drugi. — Mag w Głupim Ośle, zgadłem?

— Możliwe, możliwe — przyznał Billet — Oczywiście najpierw musi pójść na Uniwersytet Naturalnie, może sobie tam doskonale poradzić.

Kowal dokładnie rozważył tę ideę i uznał, że bardzo mu odpowiada. Nagle coś przyszło mu do głowy.

— Chwileczkę… Próbuję sobie przypomnieć, co mówił mój ojciec. Podobno mag, który wie, że ma umrzeć, może tak jakby przekazać swoją tak jakby magiczność tak jakby następcy. Zgadza się?

— Nie słyszałem jeszcze równie skrótowego opisu, ale owszem.

— Czyli macie tak jakby umrzeć?

— Tak jest.

Kot mruczał cicho, gdy wąskie palce drapały go za uchem.

Kowal zakłopotał się wyraźnie.

— Kiedy?

Mag zamyślił się na moment.

— Za jakieś sześć minut — stwierdził.

— Och.



4 из 197