— Proszę się nie martwić. Prawdę mówiąc, oczekuję już tego. Słyszałem, że to zupełnie bezbolesne. Kowal pomyślał chwilę.

— A kto wam powiedział? — zapytał.

Mag udał, że nie dosłyszał. Obserwował most, czekając na znaczącą turbulencję wśród mgły.

— Do rzeczy — odezwał się kowal. — Wytłumaczcie mi lepiej, jak się wychowuje maga, bo, widzicie, w naszej okolicy nie ma ani jednego i…

— Wszystko samo się ułoży — wyjaśnił uprzejmie Billet. — Magia mnie tutaj doprowadziła i magia się wszystkim zajmie. Jak zwykle zresztą. Czyżbym słyszał krzyk?

Kowal spojrzał w sufit. Poprzez szum potoku przebił się odgłos pary nowych płuc pracujących z pełną mocą.

Mag uśmiechnął się.

— Niech go tu przyniosą — polecił.

Kot usiadł nagle i spojrzał zaciekawiony w szerokie wrota kuźni. Kiedy podniecony kowal wołał kogoś z pięterka, kot zeskoczył i ruszył wolno przed siebie, mrucząc głośno jak piła.

Ze schodów zeszła wysoka siwowłosa kobieta, dźwigając opatulone kocem zawiniątko. Kowal podprowadził ją szybko do miejsca, gdzie siedział mag.

— Ale… — zaczęła.

— To bardzo ważne — oświadczył poważnym tonem kowal. — Co teraz, panie?

Mag podniósł laskę. Była długości człowieka i grubości ręki w przegubie, pokryta rzeźbionymi znakami, które zdawały się zmieniać w oczach kowala. Całkiem jakby nie chciały, żeby zobaczył, jak wyglądają.

— Dziecko musi ją chwycić — wyjaśnił Drum Billet. Kowal skinął głową i pogmerał pod kocem, aż znalazł maleńką różową dłoń. Przysunął ją delikatnie do drewna. Paluszki chwyciły laskę.

— Ale… — powtórzyła akuszerka.

— Wszystko w porządku. Babciu — przerwał jej kowal. — Wiem, co robię. Jest czarownicą, panie. Nie zwracajcie na nią uwagi. Dobrze. Co teraz?

Gość milczał.

— Co mam teraz zro…

Kowal urwał nagle. Pochylił się, by spojrzeć na twarz maga. Drum Billet uśmiechał się, ale trudno powiedzieć, co go tak rozbawiło.



5 из 197