
Kowal oddał dziecko zirytowanej akuszerce. Potem z szacunkiem odgiął zaciśnięte na lasce wąskie, blade palce.
Laska była dziwna w dotyku, trochę śliska, jakby naelektryzowana. Samo drewno pociemniało, ale rzeźbione znaki były jaśniejsze. Oczy bolały, kiedy człowiek próbował dokładnie się im przyjrzeć.
— Zadowolony jesteś z siebie? — spytała akuszerka.
— Co? A tak, szczerze mówiąc tak. A bo co?
Odchyliła róg koca. Kowal spojrzał i nerwowo przełknął ślinę.
— Nie… — wyszeptał. — On mówił…
— A co on mógł o tym wiedzieć? — prychnęła pogardliwie Babcia.
— Powiedział, że to będzie syn!
— Nie wygląda mi to na syna, drogi chłopcze. Kowal opadł na stołek i ukrył twarz w dłoniach.
— Co ja narobiłem? — jęknął.
— Dałeś światu pierwszego żeńskiego maga — odparła akuszerka. — I cio telaź, maciupcia moja?
— Co?
— Mówiłam do dziecka.
Kot mruczał głośno i prężył grzbiet, jakby ocierał się o nogi starego przyjaciela. Co dziwne, ponieważ nikogo tam nie było.
* * *
— To było nierozsądne — odezwał się głos tonem, którego nie mógł usłyszeć żaden ze śmiertelnych. — Założyłem, że magia wie, co robi.
MOŻE I WIE.
— Gdybym tylko mógł coś na to poradzić…
NIE MA POWROTU. NIE MA POWROTU, oznajmił głos głęboki i ciężki jak zatrzaskujące się wrota krypty.
Smużka nicości, która niedawno była Drumem Billetem, zastanowiła się przez chwilę.
— Przecież ta mała będzie miała mnóstwo kłopotów. TAKIE PRZECIEŻ JEST ŻYCIE. TAK MI MÓWIONO. NATURALNIE. SAM NIE MAM O TYM POJĘCIA.
— A co z reinkarnacją?
Śmierć zawahał się.
NIE SPODOBA CI SIĘ, stwierdził. UWIERZ MI NA SŁOWO.
— Słyszałem, że niektórzy robią to bez przerwy.
KONIECZNE JEST PRZESZKOLENIE. MUSISZ ZACZYNAĆ NISKO I POWOLI PRZESUWAĆ SIĘ CORAZ WYŻEJ. NIE MASZ POJĘCIA, JAKIE TO STRASZNE BYĆ MRÓWKĄ.
