
— Co robić, Babciu? — zapytał. W jego głosie zabrzmiała całkiem niechciana, błagalna nuta.
— Co zrobiłeś z magiem?
— Położyłem go w komórce na drewno. Można tak?
— Na razie wystarczy — potwierdziła. — A teraz musisz spalić laskę.
Oboje obejrzeli się na ciężką laskę, opartą o ścianę w najciemniejszym kącie kuźni. Zdawało się niemal, że się im przygląda.
— Przecież jest magiczna — wyszeptał kowal.
— No więc?
— Czy będzie się palić?
— Nie spotkałam jeszcze drewna, które by się nie paliło.
— Przecież tak nie można.
Babcia Weatherwax zatrzasnęła szerokie wrota i zmierzyła go groźnym wzrokiem.
— Wysłuchaj mnie, Gordo Kowalu! — rzekła. — Kobiety nie mogą być magami! To dla kobiet nieodpowiednia magia, te czary magów:
same księgi, gwiazdy i geometria. Ona nigdy się tego nie nauczy. Czy kto słyszał kiedy o magu-kobiecie?
— Są czarownice — stwierdził niepewnie kowal. — I podobno również czarodziejki.
— Czarownice to zupełnie inna sprawa — burknęła Babcia Weatherwax. — Ich magia pochodzi z ziemi, nie z nieba. Mężczyźni w życiu nie potrafią jej zrozumieć. A co do czarodziejek — dodała — to nie próbują być lepsze niż im wypada. Posłuchaj mojej rady: spal tę laskę, pochowaj ciało i pilnuj, żeby nic takiego się więcej nie powtórzyło.
Kowal niechętnie skinął głową, podszedł do paleniska i dmuchnął miechami, aż poleciały iskry. Potem wrócił po laskę.
Nie chciała się ruszyć.
— Nie chce się ruszyć!
Pot wystąpił mu na czoło, kiedy raz za razem szarpał za drewno. Pozostało niewzruszone [milczenie(?)].
— Daj, ja spróbuję — powiedziała Babcia i wyciągnęła rękę. Coś trzasnęło i zapachniało przypaloną cyną.
Pojękując cicho kowal przebiegł przez kuźnię do przeciwległej ściany, gdzie do góry nogami wylądowała Babcia.
