
Pater, zanim odjechał, porozmawiał jeszcze z Zenonem Koniarkiem, siwym mężczyzną, który razem z Kazimierzem Ziętkiem znalazł ciało. Dowiedział się, że stare suszarnie typu „Hajnówka” zostały w tartaku zastąpione nowymi, komorowymi. I że drewno suszy się przy wilgotności osiemdziesiąt procent i w temperaturze dziewięćdziesięciu stopni. Wyobraził sobie uwięzionego w środku mężczyznę, cierpienie i śmierć. Suszarnia wyciągnęła z niego wodę jak strzykawka, pozostawiając gorące kości z przyklejonymi płatami skóry. Jak bolą płuca skwierczące pod wpływem wdychanego powietrza? Jak boleśnie kurczą się nerki, kiedy wysysa się im ich wilgoć? Można było tylko mieć nadzieję, że facet już nie żył, gdy zaciągnięto go do środka.
Jak długo tam leżał? Kwieciński nie wiedział. Okazało się, że suszarnia nie jest otwierana codziennie. Nie ma takiej potrzeby. Raz na jakiś czas pracownik tartaku sprawdza wilgotność i temperaturę, porównując odczyty z dwóch termometrów widocznych przez szybkę. Pater dowiedział się, że termometry te działają na zasadzie podobnej do psychometru Assmanna. Raz na jakiś czas podkręca się grzejniki działające na parę nasyconą suchą. To także nie wymaga wchodzenia do komory suszarni. Niekiedy otwiera się drzwi, by wpuścić powietrze. Ale i wtedy nie ma powodu, by wchodzić do środka.
– Słowem, gdyby nie dzisiejszy pomiar – Koniarek pokazał wilgotnościomierz młotkowy – gość mógłby tam jeszcze poleżeć niezauważony. W ciszy, w ciepełku…
Gdy Pater odjeżdżał, zamienił kilka zdań z policjantem z Wejherowa. Zwłoki przeszukano. Nie znaleziono żadnych dokumentów. Żadnego śladu, który umożliwiłby identyfikację. Trzeba będzie szukać dalej i przejrzeć rejestry zaginionych. Ale tę robotę zostawi innym.
Prześwietlenie wykazało silne stłuczenie dwóch żeber. Pater popatrzył na zdjęcie. Przypomniał sobie wysuszoną dłoń mężczyzny. Jak długo tam leżał? „W ciszy, w ciepełku”.
Cisza i ciepło. Słońce. Nie myślał już o tartaku między Wejherowem a Krokową.
