Przed Paterem leżało coś, co skojarzyło mu się z filmami o UFO. Z kosmitą na stole laboratoryjnym w amerykańskiej bazie w Roswell. To coś nie przypominało człowieka. Leżące przed nim ciało było dziwnie pomarszczone i skurczone, policzki zapadły się, jakby gigantycznymi strzykawkami wyssano tłuszcz z twarzy. Dłonie przypominały zdjęcie rentgenowskie z ukazanym w detalach układem kości.

– To rzadko spotykany widok – powiedział Kwieciński. – Z takim przypadkiem, w takim miejscu – medyk zatoczył koło dłonią – spotykam się po raz pierwszy, a przecież wiesz, że niejedno widziałem…

Zamilkł. Pater zamknął oczy. Nie chciał, by Kwieciński zaczął opowiadać teraz, co takiego widział w swoim bez wątpienia pracowitym życiu.

– Pamiętaj, że w około sześćdziesięciu, siedemdziesięciu procentach nasze ciało składa się z wody, a my jesteśmy w suszarni. Znasz też powiedzenia: „usychać z miłości”, „uschnąć z rozpaczy”… Człowiek schnie jak drzewo, ale nie aż tak. – Popatrzył na ciało. – Dla ciebie ciekawsze będzie jednak to. – Medyk lekko przechylił głowę denata. – Rozległa rana z tyłu głowy, odniesiona wskutek uderzenia.

– Czy on… to jest w ogóle mężczyzna? – Pater wolał się upewnić.

Kwieciński skinął głową.

– Czy on mógł sam się uderzyć? Tak jak ja dzisiaj w żebra? Stracił przytomność i wtedy…

– Ta rana jest za wysoko. – Kwieciński przerwał. – Musiałby podskoczyć, odchylić głowę i wyrżnąć w coś z całej siły. Powiem ci, co wiem, jak będę miał delikwenta na stole, ale raczej nie jest możliwe, by samemu się tak urządzić. Najpewniej najpierw ktoś go skutecznie znieczulił, potem tu zaciągnął. Mówiłem, że to robota dla ciebie.

Kwieciński wyszedł przed suszarnię. „Nie dla mnie. Dla nich”, pomyślał Pater, patrząc na miejscowych policjantów. „Ja tylko wypełnię papiery dla Cichowskiego”.

– Jak długo on tu leży?

– To musiało trochę potrwać. Ale ile? Więcej będę wiedział, jak go dostanę do wyłącznej dyspozycji.



12 из 210