Alikhan leżał w fotelu akceleracyjnym. Miał na sobie skafander próżniowy i hełm.

— Jesteś sam? — spytał Martinez.

— Jestem w zbrojowni, milordzie, z powodu manewrów.

Martinez skarcił się w duchu za to, że zapomniał o manewrach wyznaczonych na godzinę 26, po kolacji. Sprawdził chronometr na ścianie i zobaczył, że do ćwiczeń zostało kilka minut.

Obecność Martineza nie była niezbędna — te ćwiczenia wyznaczył samodzielnie, brała w nich udział jedynie załoga „Korony”, by podszkolić się przed jutrzejszymi manewrami floty. Polecił Dalkeith, by poprowadziła je ze swymi ludźmi w pomocniczej sterowni. To ona miała jutro dowodzić i trening był bardziej potrzebny jej niż jemu.

— Chciałbym, żebyś wszedł do przestrzeni wirtualnej i obejrzał jeden plik — zwrócił się do Alikhana na displeju rękawa. — Nie możesz go nikomu pokazywać. Przyjrzyj się uważnie i powiedz, jakie wyciągnąłeś wnioski.

— Co to za plik, milordzie?

Gdy Martinez poinformował, co zawiera plik, oczy Alikhana rozszerzyły się.

— Dobrze, milordzie — odparł.

Następnie Martinez wywołał Dalkeith i powiedział jej, że jest teraz odpowiedzialna za ćwiczenia.

— Znajdź w archiwum coś dotyczącego dwóch eskadr manewrujących względem siebie, coś co Do-faq by wybrał. Niech twoi ludzie poćwiczą, ponieważ Do-faq chce ci powierzyć jutrzejsze manewry floty.

Pozbawiona wyobraźni zastępczyni miała przynajmniej taką zaletę, że nic jej nie dziwiło. A może wszystko dziwiło ją w równym stopniu?

— Tak jest, lordzie kaporze — odparła.

Gdy kameleonowa tkanina rękawa wróciła do normalnej ciemnozielonej barwy, Martinez opuścił z ulgą lewe ramię — trzymał je w górze przez dłuższy czas, przy dużej grawitacji, i zmęczyło go to.



16 из 402