Silverfish wziął kolejne.

— Zabawne, że człowiek ma ochotę ciągle je zjadać. Takie są… jeszczetrochowe. Pukane ziarna? Nieźle. W każdym razie… Panowie, zakręćmy jeszcze raz korbą.

Lully zaczął z powrotem zwijać film do latarni niemagicznej.

— Mówiłeś, że znasz takie miejsce, gdzie moglibyśmy zająć się projektem, a magowie by nie przeszkadzali — przypomniał. Silverfish wziął ze stołu garść pukanych ziaren.

— To na wybrzeżu — wyjaśnił. — Ładnie, słonecznie i ostatnio nikt tam nie zagląda. Nic tam nie ma, tylko jakiś poszarpany wiatrem lasek, świątynia i piaszczyste wydmy.

— Świątynia? Bogowie naprawdę mogę się wściec, jeśli… — zaczął Peavie.

— Posłuchaj mnie — przerwał mu Silverfish. — Cała okolica jest opuszczona od tysięcy lat. Nikogo tam nie ma. Ani ludzi, ani bogów; nic zupełnie. Tylko dużo światła i ziemia, która na nas czeka. To wielka szansa, chłopcy. Nie wolno nam próbować czarów, nie potrafimy robić złota, nie umiemy nawet zarobić na życie. Więc weźmy się za ruchome obrazki. Stwórzmy historię!

Alchemicy usiedli wygodniej. Wyraźnie poprawiły im się humory.

— Tak — zgodził się Lully.

— No pewnie — dodał Peavie.

— No to za ruchome obrazki! — Sendiroge podniósł garść pukanych ziaren. — Jak się dowiedziałeś o tym miejscu?

— Och, po prostu… — Silverfish urwał nagle zdumiony. — Nie wiem — wyznał po chwili. — Nie bardzo pamiętam. Musiałem gdzieś o nim usłyszeć i zapomniałem, a teraz jakoś wpadło mi do głowy. Wiecie, jak to bywa.

— Pewno — mruknął Lully. — To tak jak ze mną i filmem. Jakbym sobie przypominał, jak się to robi. Pamięć wyczynia czasem zabawne sztuczki.

— Tak.

— Tak.

— To po prostu idea, dla której nadszedł właściwy czas.

— Tak.

— Tak.

— Na pewno.

Wokół stołu zapadła lekko niespokojna cisza. Był to odgłos umysłów, próbujących uchwycić w psychiczne palce coś, co je martwiło.



17 из 295