
Podobne rozmyślania nie miały teraz większego sensu. Chciał raz na zawsze skończyć z przeszłością i zanurzyć się w ciszy i spokoju małego miasteczka. Tylko tego pragnął od życia – ciszy i spokoju. I jeszcze możliwości porozumienia się z córką. Powrotu do podstawowych wartości. Odnalezienia swojego prawdziwego „ja”. Czy to nie za dużo?
Coop nie pamiętał, żeby w ciągu ostatnich trzydziestu siedmiu lat miał okazję się nudzić. To również trzeba będzie zmienić. Człowiek, który od podstaw stworzył milionową fortunę, ma prawo do odrobiny lenistwa.
Parę metrów dalej zauważył kobietę, która przeszła obok i weszła do budynku poczty. Sam nie wiedział, co przyciągnęło jego uwagę. Nie mógł to być strój, ponieważ miała na sobie żółtą bluzkę wpuszczoną w szorty koloni khaki, a na ramieniu niosła olbrzymią torbę uszytą ze skrawków różnych materiałów. Również jej krótkie, zbyt krótkie, włosy o trudnym do określenia, żółtorudym kolorze nie budziły zachwytu. Może tylko szczupła talia i okrągła, kształtna pupa mogły zwracać na siebie uwagę.
Coop znał tę pupę.
W szkole średniej, kiedy był gotów rzucać się w pogoń za pierwszą lepszą spódniczką, dokładnie poznał i sklasyfikował pupy wszystkich koleżanek. Oczywiście, dawno pozbył się już tych głupich obsesji, ale sylwetka, którą miał przed sobą, wydawała mu się dziwnie znajoma. Niestety, nie udało mu się dojrzeć twarzy kobiety. Może znam ją ze szkoły średniej, pomyślał. Nie mógł jednak sobie przypomnieć żadnej tak drobnej dziewczyny, bowiem nieznajoma była niższa od jego córki o dobrych kilkanaście centymetrów.
– Czy to już wszystko, tato? – Pełen rozczarowania głos Shannon przedzierał się do niego przez mroki wspomnień. – Czy to całe miasto? Założę się, że nie mają tu nawet kablówki. Co mam tu robić przez całe lato? To niesprawiedliwe, niesprawiedliwe – powtórzyła.
Cooper potrząsnął głową, chcąc zapomnieć o nieznajomej, i spojrzał na rozżaloną córkę. Mówiła tak głośno, że słychać ją było na całej ulicy.
