W Rybkach małych ze wszystkich mórz Pratchett prezentuje nową przygodę babci Weatherwax, osoby chętnej do współzawodnictwa i wierzącej przy tym, że „zająć drugie miejsce”to synonim słowa „przegrać”…

Problemy zaczęły się — nie pierwszy raz zresztą — od jabłka.

Cała ich torba leżała na białym, nieskazitelnie czystym stole babci Weatherwax. Czerwone i okrągłe, lśniące i soczyste, gdyby znały przyszłość, tykałyby jak bomby.

— Zatrzymaj je sobie. Stary Hopcroft powiedział, że dostanę, ile zechcę — oświadczyła niania Ogg. — Smaczne, trochę się marszczą, ale świetnie się trzymają.

— Nazwał jabłka na twoją cześć? — upewniła się babcia. Każde jej słowo było kropelką kwasu w powietrzu.

— To przez moje rumiane policzki — wyjaśniła niania. — I wyleczyłam mu nogę, kiedy w zeszłym roku spadł z drabiny. I jeszcze przygotowałam dla niego maść na łysinę.

— Nie podziałała — przypomniała babcia. — Ta jego peruka… Strasznie jest zobaczyć coś takiego na kimś jeszcze żywym.

— Ale był wdzięczny, że okazałam zainteresowanie.

Babcia Weatherwax nie odrywała wzroku od jabłek. Owoce i warzywa znakomicie rosły w górach, gdzie lata były gorące, a zimy mroźne. Percy Hopcroft znany był jako świetny sadownik, zawsze z pędzelkiem z wielbłądziej sierści w ręku i chętny do seksualnych wybryków ogrodowych.

— Sprzedaje swoje sadzonki w całej okolicy — stwierdziła niania Ogg. — Zabawnie pomyśleć, że już wkrótce tysiące ludzi będzie mogło spróbować niani Ogg.

— Kolejne tysiące — mruknęła kwaśno babcia.

Szalona młodość niani była niczym otwarta księga, chociaż dostępna jedynie w gładkich szarych okładkach.

— Dziękuję ci, Esme. — Niania Ogg rozmarzyła się na chwilę. Potem spojrzała na koleżankę z fałszywą troską. — Chyba nie jesteś zazdrosna, prawda? Nie masz mi za złe tej chwili radości?

— Ja? Zazdrosna? O co miałabym być zazdrosna? Przecież to tylko jabłka. Nic ważnego…



3 из 44