— Tak właśnie sobie myślałam. Drobny gest, żeby zrobić przyjemność starszej pani. A co tam u ciebie?

— Świetnie. Świetnie.

— Nazbierałaś już drewno na zimę?

— Prawie.

— To dobrze — ucieszyła się niania Ogg. — To dobrze.

Przez chwilę siedziały w milczeniu. Jakiś motyl na parapecie, zbudzony niezwykłym o tej porze ciepłem, wybijał skrzydełkami szybki rytm, próbując dosięgnąć wrześniowego słońca.

— Twoje ziemniaki… już chyba wykopane? — zaczęła niania.

— Tak.

— Nasze nieźle się w tym roku udały.

— To dobrze.

— I zasoliłaś fasolę?

— Tak.

— Pewnie nie możesz się już doczekać Prób w przyszłym tygodniu?

— Tak.

— I na pewno ćwiczyłaś?

— Nie.

Niani Ogg wydało się, że mimo słonecznego blasku pogłębiają się cienie w kątach pokoju. Samo powietrze stawało się mroczne. Chatka czarownicy jest czuła na nastroje właścicielki. Ale brnęła dalej. Głupcy pędzą na złamanie karku, są jednak ślamazarami w porównaniu ze starszymi paniami, które już niczego nie muszą się obawiać.

— Przyjdziesz w niedzielę na obiad?

— A co będzie?

— Wieprzowina.

— W jabłkowym sosie?

— Tak…

— Nie — przerwała jej babcia.

Coś zaskrzypiało za nianią — otworzyły się drzwi. Ktoś, kto nie jest czarownicą, próbowałby jakoś wytłumaczyć to zjawisko: powiedziałby, że to tylko wiatr, oczywiście. A niania Ogg, choć skłonna zgodzić się z tą teorią, dodałaby jednak: Dlaczego tylko wiatr i w jaki sposób zdołał unieść skobel?

— Wiesz, nie mogę tak plotkować z tobą do wieczoru — rzekła szybko i wstała. — O tej porze roku na pewno masz mnóstwo zajęć.

— Tak.

— No to już pójdę.

— Do widzenia.

Wiatr zatrzasnął drzwi, gdy niania pospiesznie maszerowała ścieżką.



4 из 44