
Była też bogata. Niania nie miała pieniędzy, stąd jej odruchowa niechęć do takich, którzy mieli.
Letycja nosiła aksamitny płaszcz, tak czarny, że wyglądał, jakby ktoś wyciął dziurę w świecie. Niania nie miała nic takiego. Więcej: niania wcale nie chciała pięknego aksamitnego płaszcza i nie zależało jej na takich rzeczach. Nie rozumiała więc, dlaczego inni mają je posiadać.
— Dobry wieczór, Gytho. Co u ciebie słychać? — powitała ją babunia Beavis.
Niania wyjęła fajkę z zębów.
— Jestem zdrowa jak rzepa. Wejdźcie.
— Ten deszcz jest okropny — stwierdziła matula Dismass.
Niania spojrzała na niebo, fioletowe i czyste w wieczornym chłodzie. Ale tam, gdzie przebywał teraz umysł matuli, prawdopodobnie trwała ulewa.
— Wejdź, osuszysz się — zaproponowała uprzejmie.
— Niech szczęśliwe gwiazdy świecą nad naszym spotkaniem — rzekła Letycja.
Niania ze zrozumieniem pokiwała głową. Letycja zawsze przemawiała tak, jakby uczyła się czarownictwa z książki kogoś całkiem pozbawionego wyobraźni.
— No tak — mruknęła.
Rozmawiały uprzejmie do chwili, gdy niania podała herbatę i ciasteczka. Wtedy głos zabrała babunia Beavis.
— Jesteśmy komitetem Prób, nianiu — oznajmiła tonem wyraźnie wskazującym, że zaczyna się oficjalna część wizyty.
— Tak? Naprawdę?
— Weźmiesz udział, przypuszczam?
— Oczywiście. Zrobię, co do mnie należy.
Niania zerknęła w bok. Letycja miała na twarzy uśmiech, który wcale się jej nie spodobał.
— W tym roku jest duże zainteresowanie — podjęła babunia. — Ostatnio sporo dziewcząt wybiera nasz fach.
— Żeby zdobywać chłopców, można by pomyśleć — wtrąciła Letycja i prychnęła z wyższością.
Niania powstrzymała się od komentarza. Wykorzystywanie magii do zdobywania chłopców wydawało się jej całkiem rozsądnym zastosowaniem. W dodatku jednym z podstawowych zastosowań.
