
– Nie wiem, jak ci to powiedzieć… – spojrzała na niego oczyma pełnymi łez. Na ułamek sekundy Billa ogarnęło szalone wrażenie, że jakimś cudem znalazł się w odcinku swego serialu i nie potrafi się z niego wydostać… Czy Leslie porzuci Billa? czy Bill jest w stanie się zmienić? czy Leslie wie, jak bardzo Bill ją kocha?… Miał ochotę roześmiać się lub rozpłakać, lecz nie zrobił ani jednego, ani drugiego.
– Między nami wszystko już skończone. Chyba tylko tak można to ująć. A Kalifornia nie ma z tym nic wspólnego. Po prostu dotąd nie chciałam sama przed sobą tego przyznać, ale nie mogę już dłużej. Chcę z chłopcami żyć własnym życiem, bez wiecznej obecności bohaterów twojego serialu… – I bez Billa, choć tego nie była w stanie powiedzieć głośno. Nie potrafiła patrzeć na jego ból. – Przykro mi…
Bill wyglądał jak człowiek rażony piorunem. Twarz pokryła mu śmiertelna bladość, a otwarte szeroko niebieskie oczy wyrażały głębokie cierpienie.
– Zabierasz chłopców?
Czym sobie na to zasłużył? Oboje dobrze wiedzieli, że bez względu na to, jak bardzo był zajęty przez ostatnie trzy lata, uwielbiał synów.
– Nie będziesz w stanie zaopiekować się nimi w Kalifornii.
Prostota tych słów obudziła w nim przerażenie.
– To prawda, ale możesz pojechać ze mną, żeby mi pomóc.
Próbował żartować, lecz obojgu nie było do śmiechu.
– Przestań, Bill…
– Czy będą mogli mnie odwiedzać?
Leslie skinęła twierdząco głową, a Bill modlił się w duchu, by dotrzymała obietnicy. Przez chwilę zastanawiał się, czy nie zrezygnować z serialu, zostać w Nowym Jorku i postarać się przebłagać ją, by nie odchodziła, wyczuwał jednak, że cokolwiek by zrobił, niczego to nie zmieni. Duszą, sercem i myślami Leslie opuściła go już dawno temu. Miał żal do siebie, że niczego wcześniej nie zauważył, bo może mógłby wówczas coś zmienić. Teraz wiedział, że jest za późno. Zbyt dobrze znał Leslie. Wszystko się skończyło. Przegrał wojnę, nie zdając sobie z tego sprawy.
