– Dobra robota, dziecinko. Doskonale dzisiaj zagrałaś, jak zwykle zresztą – powiedział, po czym wyszedł zza biurka i lekko ją pocałował.

Sylvia z uśmiechem usiadła na fotelu, zakładając nogę na nogę. Billowi serce zabiło szybciej, kiedy na nią patrzył.

– Doprowadzasz mnie do szaleństwa swoim wyglądem – oświadczył. Sylvia miała na sobie seksowną czarną sukienkę, którą nosiła w ostatniej scenie. Garderobiani wypożyczyli ją od Freda Heymana. – Powinnaś włożyć dżinsy i jakiś sweter.

Dżinsy nie były wcale lepsze. Nosiła je obcisłe i Bill myślał wtedy tylko o tym, by ją rozebrać.

– Garderobiani powiedzieli, że mogę zatrzymać tę sukienkę.

Jakimś cudem udawało jej się wyglądać niewinnie i podniecająco równocześnie.

– To miło z ich strony. – Bill znowu się uśmiechnął, siadając za biurkiem. – Jest ci w niej bardzo dobrze. Może w przyszłym tygodniu będziemy mogli pójść na obiad i wtedy się w nią wystroisz.

– W przyszłym tygodniu? – Sylvia wyglądała jak dziewczynka, której powiedziano, że jej ukochana lalka oddana została do naprawy i będzie gotowa dopiero za jakiś czas. – Dlaczego nie możemy pójść dzisiaj? – wydęła grymaśnie usta.

Billa jej reakcja nieco rozbawiła. W takich scenach Sylvia nie miała sobie równych. Jej zachowanie wyraźnie się kłóciło z niewiarygodną urodą i ponętnym ciałem.

– Pewnie dzisiaj zauważyłaś, że pojawiło się kilka nowych wątków, a postać, którą grasz, wylądowała w więzieniu. Trzeba zmienić scenariusze najbliższych odcinków i chcę część sam napisać albo przynajmniej popilnować scenarzystów.

Kto znał Billa, wiedział, że przez następne kilka tygodni będzie pracował po dwadzieścia godzin na dobę, wtrącając się do wszystkiego, przymilając się każdemu, byle wprowadzić zmiany, i pisząc całość od nowa, lecz efekt końcowy okaże się wart tego wysiłku.



21 из 291