– Ciekawe, w dawnych czasach nigdy tego u ciebie nie zauważyłam, o ile pamiętam, to ja sama nawet kiedyś pasożytnęłam na tobie…

– Iii tam, takie pasożytnictwo! Przyjemność mi sprawiło.

– No rzeczywiście, ciemno, wicher, deszcz ze śniegiem… No nic, rozumiem. Z oporem dochodzę do wniosku, że chyba masz rację.

Zaciekawiła mnie.

– Dlaczego z oporem?

– Bo gdybyś miała rację, sprawiłoby mi to zbyt wielką przyjemność. Więc muszę brać pod uwagę, że zgadzam się z tobą nie na rozum, tylko dla przyjemności. Mylące, nie?

Zastanowiłam się, co będzie po kolejnym kieliszku wina. Mnie nic, do hotelu mam parę kroków, ale Lalka…? Metrem, niemożliwe jest nie trafić metrem, robotę odwaliła, ekipę wykonawczą ma stałą i godną zaufania, o szesnastej kontrolowała stan pomieszczenia, teraz powinna już tylko przyjmować zachwyty i gratulacje, a w razie jakichś głupkowatych zastrzeżeń, wino pomoże jej zachować pogodę ducha. Ale gdyby, co…? O kurczę, wszystko musi być gotowe na ósmą rano, noc roboty… Dam jej może odtrutkę, mam przy sobie…

– Szlag niech trafi te kieliszki – powiedziała Lalka z nagłą energią. – Gdzie kelner? Monsieur, toute la bouteille, s'il vous plait… Nawet, jeśli się spóźnię cały kwadrans, nie szkodzi, niech sobie w spokoju pooglądają, a do kwadransa jeszcze daleko. Popatrz, na ile lat zdarzyło się nam raz spokojnie pogadać? Ty naprawdę musisz jutro jechać?

– Może nie muszę, ale powinnam, inaczej nawalę łańcuchem paru osobom. A i tak lecę jednym ciągiem. Wszędzie kolejno wszyscy na mnie czekają, poumawiani, może się nic nie przytrafić, a mogę dziewczynie zniszczyć karierę. Głupio trochę, nie lubię nawalać.

– Szkoda. Ale i tak…

Kelner radośnie otworzył nam butelkę tego samego wina. Obie znałyśmy podstawową zasadę: nie mieszać! Jak Sauvignon Blanc, to Sauvignon Blanc, w dodatku z tego samego roku, dobra, niech da jeszcze trochę serka, obiad… Chyba to był obiad…? Jadłyśmy, nie pijemy na głodno.



11 из 252