
– Duch bojowy we mnie wstąpił – oznajmiła Lalka. – Ale chciałam powiedzieć, że i tak głupoty mówię, jutro już ruszam nowe zlecenie i na rozmowę z tobą miałabym czas najwcześniej pojutrze wieczorem, ty jesteś na wakacjach, a ja w pracy.
– Znam ten ból – mruknęłam niechętnie, wspominając lata niedosypiania.
– No i właśnie, też do bani. Co tu będziemy sobie szklić, przecież obie wiemy, że chodzi o moją matkę, nie? Klasyczna pijawka w odwrotną stronę.
Miło jest czasem rozmawiać z osobą, która rozumie każdą przenośnię, każdy skrót myślowy, której nie trzeba niczego tłumaczyć jak sołtys krowie na miedzy. Miło jest także czuć cudze zaufanie.
Lalka nie miała najmniejszych wątpliwości, że zrozumiem. Pijawka ssie. Ale może też mniej ssać, a więcej wpuszczać jadu, jak meszka, wstrzykuje ten jad i wstrzykuje, aż w końcu człowiekowi trucizna zaszkodzi nieodwracalnie. Znałam doskonale oba rodzaje szkodnictwa i, nie wiadomo skąd, ona wiedziała, że znam.
– Zgadza się – potwierdziłam. – Ale to przypadek prosty i powszechnie, można powiedzieć, stosowany. Ja zaś miałam na myśli szerszy wachlarz, matka – dziecko, żona – mąż, siostra – brat, dwie siostry, jasne jak słońce, kliniczne przykłady. Gorzej, jeśli to wychodzi poza sferę rodzinnych uczuć i związków, a włazi na pracę zawodową. Do uchwycenia trudniejsze, do ukrócenia tym bardziej.
Lalka złapała w mgnieniu oka, ale jeszcze nie oderwała się od własnych problemów.
– W zawodowej uczucia nie brużdżą – zastrzegła się. – Nie musisz kochać wspólnika, dyrektora, prezesa, pomocnika i całej reszty. A tu, sama widzisz, jeśli osoba nie przegryzie ci gardła, będzie nieszczęśliwa, a ty byś osobie…
– Krzywdę ciężką wyrządziła – przerwałam bezlitośnie. – Chłopczyk zatłukł młotkiem kotka. Z zapałem. A potem chłopczyka trzeba było leczyć, bo po stracie kotka wpadł w te tam różne psychiczne. Ale gdybyś gnojowi odebrała młotek i jeszcze zdrowo strzeliła go w tyłek, ryczałby przeraźliwie i byłby taaaaki okroooopnie nieszczęęęęśliwyyyy…
