– Rozumiem, nie lubili się z tatusiem… Zaraz, a mamusia gdzie? Sam jej sobie chyba nie urodził?

– Dawno nie żyje. To była pierwsza żona.

– A córka jedna? Nie miał więcej potomków?

– Nie miał. Następne związki…

– Czort bierz następne związki, córka ważna. Pan ją znał osobiście, mnie to nie robi różnicy, mógł pan mieć z nią sześcioro dzieci…

– Nie miałem! – krzyknął strasznie pan Tadeusz.

– Nie to nie, mnie nie zależy. Ale znajomość pozostała, co wyraźnie wynika z tego prawa pierwokupu, nienawiści ona do pana żywić nie może, chyba, że ta impreza jest jakimś straszliwym kantem…?

Wpatrzyłam się w pana Tadeusza wzrokiem podejrzliwej Meduzy. Nie przestraszył się wcale.

– Nie jest, mówiłem pani, testament…

– E tam. Sam pan mówił, nikogo w domu nie było, więcej razy tak mogło nikogo nie być, a taki świstek, wszystko dla żony… syna, córki, bezpańskich psów… no, w tym wypadku córki, bo i tak dla niej zachowek… razem z łapaniem świadków pięciu minut wymaga…

Pan Tadeusz zachował przytomność umysłu.

– To nie u nas – rzekł z naciskiem. – Taki świstek zostałby natychmiast podważony, tam w grę wchodzą pieniądze producenta, instytucji, odszkodowania za zerwane umowy, mnóstwo utrudnień, ciągnęłoby się latami…

Miał rację. Nawet w przyzwoicie ucywilizowanym kraju, gdzie system prawny istnieje dla ludzi, a nie dla oszustów, taki strzęp marginesu gazety spowodowałby istne trzęsienie ziemi. Główny spadkobierca, podatek, roszczenia uboczne, długi, napoczęte umowy, trwałoby to do uśmiechniętej śmierci i najlepszym wyjściem dla nieszczęsnego głównego spadkobiercy byłoby skrócić katusze i utopić się od razu.

Kiwnęłam głową, czymś postanowiłam się wzmocnić. Normalnie po powrocie do domu wystarczyłaby mi świeżo zaparzona herbata, ale zastana sytuacja wymagała czegoś więcej. Właściwie szampan aż się prosił, ale Wajchenmann na szampana w najmniejszym stopniu nie zasługiwał, wino…? Te korki trzeba wyciągać… Piwo nie, zwyczajny ludzki napój… Koniak!



21 из 252