
Skrzywiłam się okropnie.
– Od córki, od córki… Zawracanie głowy. W środowisku, co się gada, chcę wiedzieć! Niech skisnę, jeśli nie wymyślili już ze dwudziestu podejrzanych, nie ja jedna mu z serca nagłej śmierci życzyłam! Pan zna tych ludzi prywatnie, siedzi pan wśród nich…
– Ja znam raczej dziennikarzy, nie filmowców – zakłopotał się pan Tadeusz. – Z telewizją nie mam…
– Z radiem pan ma! Radio też się cieszy!
Do radia pan Tadeusz nie mógł się nie przyznać. Zaczął coś mówić, przez chwilę nie słuchałam, bo uświadomiłam sobie, że myśl mi lata przerażająco chaotycznie, sama sobie robię śmietnik pod ciemieniem. Pan Tadeusz może być przecież bezcennym źródłem informacji, skoro zna osobiście córkę ofiary, kiedyś się z nią przyjaźnił, jasne, że rozmiary przyjaźni ukryje za wszelką cenę, jako dżentelmen słowa nie piśnie, ale cokolwiek wie, z pewnością od niej! Córka musi wiedzieć więcej, ma prawo być zorientowana na bieżąco. W dodatku bez żartów, coś podpisałam, zrobiłam przelew, niech ja mam pewność, że mienie po ojcu należy do niej i nie szastamy się nim bezprawnie…
Przerwałam panu Tadeuszowi, który chwilowo wpuszczał mnie w maliny, w dodatku krętymi ścieżkami. O, żadne takie, wydarzenie jest zbyt piękne, żeby je zaniedbać!
– Zaraz, panie Tadeuszu, moment. Nie udawajmy idiotów. Nawet nie wiedziałam, że Wajchenmann miał córkę, ona się jakoś nie eksponowała…
– Istotnie, żyła w cieniu, po większej części za granicą, tam nie było bliskich więzi rodzinnych…
