Tralfamadorczyk widząc trupa myśli sobie po prostu, że zmarły jest aktualnie w złej formie, ale jednocześnie wie, że ta sama osoba czuje się znakomicie w wielu innych momentach. Kiedy teraz słyszę o czyjejś śmierci, wzruszam tylko ramionami i mówię to, co mówią w takich razach Tralfamadorczycy; to znaczy: «Zdarza się.»”


* * *

I tak dalej.

Billy pisał ten list w graciarni, w piwnicy swego pustego domu. Jego gospodyni miała tego dnia wychodne. W graciarni stała stara maszyna do pisania. Był to istny potwór. Ważyła tyle co akumulator. Billy przenosił ją z miejsca na miejsce z największym trudem i dlatego właśnie pisał w tej graciarni, a nie gdzie indziej.

Piec na ropę nie działał, ponieważ mysz przegryzła izolację przewodu prowadzącego do termostatu. Temperatura w domu spadla do dziesięciu stopni. Billy jednakże tego nie zauważał. Nie był też ciepło ubrany. Siedział boso i wciąż jeszcze w piżamie i szlafroku, mimo późnego popołudnia. Bose stopy miał sinożółte.

Ale serce Billy’ego płonęło jasnym ogniem. Rozgrzewała je myśl, że ujawniając prawdę na temat czasu przyniesie ulgę i pocieszenie wielu ludziom. Dzwonek przy drzwiach wejściowych dzwonił i dzwonił. To jego córka Barbara dobijała się do domu. Po chwili otworzyła sobie własnym kluczem i chodziła po mieszkaniu nad jego głową wołając:

— Tato! tato, gdzie jesteś?

I tak dalej.

Billy nie odpowiadał, więc była już bliska histerii, bo spodziewała się znaleźć jego trupa. Wreszcie zajrzała do ostatniego pomieszczenia, gdzie można było go szukać — to znaczy do graciarni.


* * *

— Dlaczego nie odpowiadałeś, kiedy cię wołałam? — spytała Barbara stając w drzwiach. Miała w ręku popołudniową gazetę, w której Billy opisywał swoich przyjaciół Tralfamadorczyków.



20 из 152