– Ale przynajmniej teorię pan zna?

– I nawet sprzęt mam… I życie narażę, i grosza z tego nie będzie… – powiedział cierpko. – A skoro ktoś ze zleceniem przyszedł, to odmówić mi nie wolno. Zaprzysiężony jestem.

– Pokryjemy wszystkie koszta – zapewnił proboszcz.

– Nie możecie. – Pokręcił głową. – Prawa ustalone przed wiekami mówią jasno: za usługę mam prawo zażądać jednego orta srebrem.

– Orta? – zdziwił się duchowny.

– To taka dawna moneta. Osiemnaście groszy srebrem. – Rzeźnik sięgnął na półkę po klaser. – O, to po przodkach jeszcze kolekcja…

Strony wypełnione były niewielkimi srebrnymi pieniążkami. Najstarsze pochodziły z czasów Zygmunta III Wazy.

– Jeśli nie czuje się pan na siłach, to może jakiś inny członek waszej gildii?

– Nie wiem, czy ktoś w Polsce jeszcze się tym zajmuje. Od lat nie spotkałem żadnego… Może spróbuję – rozważał. – I jeszcze wynagrodzenie dziadowskie…

– Trzeba po prostu zmienić stawkę.

– Nie mogę – parsknął. – Starsi cechu złożyli wieczysty ślub któremuś kardynałowi, by taksy nie zmieniać.

– To bzdura. Minęło ponad trzysta lat!

– Proszę księdza, Kościół przestrzega praw i tradycji, które sięgają dwu tysięcy lat nazad… – Sypki spojrzał duchownemu w oczy. – Dziadek tyle brał, to i ja muszę.

– Ale…

– Chce ksiądz powiedzieć, że to co innego? Aby zabić drzewo, trzeba znaleźć w sobie siłę fizyczną i co najważniejsze, tę, no, moralną. Jak starsi cechu pozwolą, dopiero wtedy stawkę zmienię.

– Starsi cechu…

– O ile jeszcze ktoś taki jest – uzupełnił. – Jeżeli nie wiem, czy są, to co mogę zrobić? Trza się przysięgi trzymać. Jak mówię, nie mam od lat kontaktu… Ja zdechnę i koniec pieśni. Zatem o której mam się stawić i gdzie?

– Jeśli jest pan gotów, samochód czeka. Wstąpimy tylko po drodze do sklepiku z monetami.



15 из 326