Przełknął nerwowo ślinę i zaczął gromadzić sprzęt. Brewiarz, kropidło, kadzielnica… Wreszcie był gotów. Wyszedł w ciemność cmentarnej nocy.

Skoro rzeźnik drzew sobie nie poradził, to co ja mogę… – naszły go wątpliwości.

Nie. To nie był prawdziwy fachowiec, tylko niedouczony wnuk rzeźnika. A coś zrobić przecież trzeba. Solidny egzorcyzm na pewno pomoże. Odeśle złego ducha… A jeśli to nie jest duch, tylko jakiś mutant albo kosmita? Przypomniał sobie kilka głupich seriali, które oglądał w telewizji. Jeszcze kawałek alejki, zaraz będzie zakręt i…

Zamarł zdumiony. W poprzek dróżki stała półciężarówka. Zenek też tu był, układał obok morderczego drzewa jakiś dziwny przedmiot.

– Dobry wieczór – powitał proboszcza. – A teraz proszę się odsunąć, bo cieplutko się zaraz zrobi.

– Cieplutko?

– Żeby sutanny nie okopciło… – wyszczerzył pieńki zębów. – Fachowiec za dychę rady nie dał, to widać tak mi pisane, trzeba samemu ręce brudzić.

– Ale co to jest? – Ksiądz spojrzał na wyposażenie kamieniarza. – Pocisk jakiś?

– Hitlerowska bomba zapalająca. I jeszcze naokoło wiórów magnezu podsypałem. Ze trzy tysiące stopni Celsjusza da. Ja prosty człowiek jestem, dziadek mówił, że ogień wszystko, co złe, oczyszcza. Zresztą i ksiądz dobrodziej wie przecież, po co inkwizycja czarownice teges na stosach, nie? Usmażę bydlę.

– Ale, panie Zenku, ja wszystko rozumiem, ale… Skąd pan to wytrzasnął!? – wykrztusił proboszcz.

– Ludzie różne rzeczy w grobach chowają – zachichotał. – Jak się czasem mogiłę otworzy, to nie do uwierzenia po prostu… A co do trumny potrafią z nieboszczykiem zapakować, to nie wiadomo, śmiać się czy płakać. Jak żywi z tej imprezy wyjdziemy, siądziemy wygodnie i przy kielonku koniaku takie rzeczy opowiem, że nie uwierzy ksiądz.



18 из 326