Saperką walnął w zapalnik bomby. Płomień był oślepiająco biały. Myśleli, że demon jakoś zamanifestuje swoją obecność, ale drzewo po prostu się paliło. Wreszcie runęło na alejkę i połamało się na kawałki. Grabarz i ksiądz ściągali odłamane konary i ciskali na stos.

– Siarką i żelazem – powiedział Zenek, otrzepując ręce. – Do rana nie będzie śladu.

Drugą bombę wrzucił do jamy po pniu. Z zadowoleniem patrzył, jak dziura w ziemi zamienia się w miniaturowy wulkan.

– Do samego korzenia gada wypalimy!


***

Kilka alejek dalej łowca Ori przysiadł na nagrobku. Daleko między drzewami widać było poblask ogniska.

– Boże, co za fuszerka… – westchnął z politowaniem. – Zaraz tam taniec zwycięstwa odtańczą, Wędrowycze za dychę… Ale będą jaja, jak im tu straż pożarna przyjedzie.

Popatrzył na ściekającą po murze nekropolii gnijącą już ektoplazmę. Dwa srebrne bełty przyszpiliły główny korpus do cegieł. Macki zwisały bezwładnie.

– Zasrane Cthulhu, czy jak cię tam zwą – splunął – prawie ci się udało prysnąć. Na szczęście są na tym cmentarzu myślący ludzie.

Przedwieczny nie odpowiedział. Był już martwy.

Operacja „Jajca”

Jerry Smith, stojąc w oknie hotelu Victoria, spoglądał na rozległy, zupełnie pusty plac i rysującą się w ciemności bryłę Teatru Wielkiego. Latarnie paliły się może jedną trzecią mocy. Miasto przypominało grób… Hotel też był prawie pusty.

– Jerry…

– Mów, proszę – rzekł, nie odwracając głowy.

– Przepraszam, że cię tu przyciągnęłam. W Tajpej wszystko wydawało mi się proste. Ale tu… Chodzą za nami krok w krok. Do tego tak tu ponuro. W dodatku słabo rozumiem po polsku.

– Może zatem wyjedźmy stąd. Niech będzie, co ma być. Ja miałem polskich przodków. Ciebie nic nie łączy z tym krajem ani z tym narodem. Nie musisz się poświęcać. Szanse, że uda się to znaleźć, i tak są minimalne.



19 из 326