Uniósł głowę i osłupiał. Znikła chyba połowa grobowców. W ich miejsce pojawiły się kopczyki ziemi z wetkniętymi krzyżami. Drzewa także były inne. Zniszczone, połamane, częściowo odarte z liści. Gałęzie walały się po ziemi.

Co, u diabła? – pomyślał. Co się, do cholery, dzieje? Gdzie ja jestem?

Zza drzew słychać było kanonadę. Pocisk gwizdnął mu koło ucha i roztrzaskał pobliski nagrobek. Nisko nad cmentarzem przeleciał samolot z czarnymi krzyżami na skrzydłach. Znowu strzelano.

To do mnie walą, zrozumiał natychmiast.

Klucząc między płytami, przebiegł do końca i wyskoczył na alejkę. W oczy i płuca wżerał się dym. Miasto za murem płonęło. Na cmentarzu słychać było krzyki, trzask gałęzi łamanych butami, huk wystrzałów.

Niemcy, uświadomił sobie.

Rozejrzał się w panice. Nazistów nie było jeszcze widać, ale czuł, że otaczają go coraz ciaśniejszym pierścieniem. Przyczaił się za drzewem. Wyjrzał ostrożnie zza grubego pnia. Edek w hitlerowskim mundurze kucał za nagrobkiem. Pistolet w jego dłoni chwiał się nerwowo.

To on do mnie przed chwilą strzelał, uświadomił sobie drwal. Parszywy zdrajca… Zaraz zobaczymy, kto kogo…

Podkradł się cicho i gdy był tuż za plecami kumpla, odpalił piłę. Przyjaciel poderwał się nerwowo.

– Zdychaj, świnio!!! – Robert opuścił narzędzie prosto na głowę wroga. Spostrzegł jeszcze, że pistolet w dłoni podwładnego plunął ogniem, i wszystko zgasło.


***

Tymczasowy zarządca cmentarza, ksiądz Antoni, siedział w swojej kancelarii. Słuchał zmartwiały raportu policjanta.

– Wygląda na to, że wpadli w jakiś amok – mówił nadinspektor. – Brygadzista zaatakował pomocnika piłą spalinową, a ten wsadził mu trzy kule w brzuch. Obaj zginęli na miejscu.

Duchowny milczał wstrząśnięty. Wreszcie nerwowym ruchem poprawił okulary.

– Chciałbym zobaczyć ciała… – wykrztusił.

– Odradzam. – Funkcjonariusz pokręcił głową. – Wie ksiądz, widziałem w życiu wiele jatek, ale to…



5 из 326