– I na sam początek urzędowania taka przykra historia – westchnął Cwajnos. – To jakby potknąć się na progu nowego domu.

– A i owszem. Znał ich pan?

– Z widzenia raczej. Parę razy gadaliśmy. Wsiowe chłopaki, głupie toto, ale w porządku. Pecha mieli…

– Co chce pan przez to powiedzieć?

– Wpakowali się na jakieś złe miejsce. Tam już kiedyś zginęli ludzie. Na probostwie są kroniki parafialne, proszę w nich sprawdzić. Kiedy to było… – Zmarszczył brwi. – W siedemdziesiątym ósmym chyba. Albo i wcześniej. Grabarz i dwaj pomocnicy poszlachtowali się szpadlami. Dwóch odratowali, poszli siedzieć za tego trzeciego, bo on, niestety…

– Dziękuję za informację. Sprawdzę to sobie.

– Jakby było trzeba coś przy kościele z kamieniarki zrobić, proszę zadzwonić. – Wygrzebał z kieszeni wizytówkę. – Drobne roboty na poczekaniu i gratis, grubsze do negocjacji. Poprzedni proboszcz zawsze ze mną współpracował.

– Dobrze zna pan cmentarz?

– Dość dobrze, ale tyle tu zakamarków, to nawet i mnie czasem coś zaskoczy.

– Czy mógłby mi pan pokazać miejsce, gdzie zginęli drwale?

– Chodźmy – mruknął, ale mina nieco mu zrzedła. – To bliziutko…

Boi się, zrozumiał duchowny.

Zenek stąpał czujnie, rozglądając się na boki. Proboszcz kroczył za nim. Czuł nieprzyjemny szum w uszach.

– Czasem człowiek żałuje, że miedziane trumny wyszły z użycia – powiedział kamieniarz.

Ksiądz przełknął nerwowo ślinę.

– To by coś pomogło?

– Nie wiem – westchnął. – Gadałem kiedyś z jednym doktorem, od was, z Akademii…

– Teraz to już Uniwersytet imienia Kardynała Stefana Wyszyńskiego.

– A rzeczywiście. No więc mówił mi o ptomainach trupich i innych takich substancjach. Ponoć gdy ciało się rozkłada, mogą się wydzielać jakieś wyjątkowo zjadliwe narkotyki. Takie, które zamiast zwykłego haju wywracają mózg na drugą stronę, umożliwiają kontakt z demonami, demolują całą jaźń…

– Myśli pan, że to to?



7 из 326