
To pewnie przez tę dostępność. Wszystko było na wyciągnięcie ręki. Nie trzeba było o nic zabiegać. Znało się każdy swój włosek, każdy możliwy zapach, każdy możliwy smak skóry i suchej, i wilgotnej. Znało się wszystkie zakamarki swoich ciał, słyszało wszystkie westchnienia, przewidywało wszystkie reakcje i uwierzyło się już dawno we wszystkie wyznania. Niektóre były od czasu do czasu powtarzane. Ale nie robiły już wrażenia. Należały po prostu do scenariusza.
Ostatnio wydawało jej się, że seks z nią ma dla jej męża nastrój -jak mogło jej to w ogóle przyjść do głowy?! – katolickiej mszy. Po prostu pójść, nad niczym się nie zastanawiać i znowu ma się spokój na cały tydzień.
Może tak jest u wszystkich? Czy można się dziko pożądać, gdy zna się od kilkunastu lat i gdy widziało się go, gdy krzyczy, wymiotuje, chrapie, siusia i zostawia brudną muszlę klozetową?
A może to nie jest aż takie ważne? Może potrzebne jest tylko na początku? Może nie najważniejsze jest chcieć iść z kimś do łóżka, ale chcieć wstać następnego dnia rano i zrobić sobie nawzajem herbatę?
– Czy zrobiłem coś złego? – To Jean wyrwał ją z zamyślenia.
– Jeszcze nie wiem – odpowiedziała z wymuszonym uśmiechem. -Przepraszam na chwilę. Zaraz wrócę.
W toalecie wyciągnęła z torebki szminkę. Patrząc w lustro, powiedziała do siebie:
– Masz jutro długą drogę przed sobą. Zaczęła malować usta.
– I męża też masz – dodała, grożąc palcem odbiciu w lustrze.
