
Wyszła z toalety. Przechodząc obok recepcji, usłyszała, jak jakiś mężczyzna, odwrócony do niej plecami, literuje recepcjonistce swoje imię:
J-a-k-u-b…
Już nie czuła ciekawości, co „zdarzy się dalej". Tęskniła za mężem. Podeszła do baru, do czekającego na nią mężczyzny. Stanęła na palcach i pocałowała go w policzek.
– Nie zrobił pan nic złego. Wręcz przeciwnie.
Z torebki wyjęła swoją wizytówkę, odwrotną, pustą stronę przycisnęła mocno do ust błyszczących od świeżo nałożonej szminki. Położyła wizytówkę na barze obok swojego kieliszka z niedopitym pastelowym płynem.
– Dobranoc – powiedziała cicho.
ON: Taksówkarz, który podjechał pod opustoszały dworzec Berlin Lichtenberg, był Polakiem. Ponoć 30 procent berlińskich taksówkarzy to Polacy.
– Niech pan zawiezie mnie do hotelu, w którym jest bar, który znajduje się blisko dworca Berlin ZOO i jest drogi.
– To nietrudne w tym mieście. – Taksówkarz zaśmiał się głośno. Zameldował się w hotelu. Zanim odszedł od recepcji, zapytał:
– Czy byłby pan uprzejmy obudzić mnie na półtorej godziny przed odjazdem pierwszego pociągu z dworca ZOO do Warszawy?
Młody recepcjonista podniósł głowę znad jakichś dokumentów i wpatrywał się w niego, nie rozumiejąc.
– Jak to… Półtorej godziny? Jakiego pociągu? To znaczy o której? Spokojnie odpowiedział:
– Widzi pan, ja sam tego nie wiem dokładnie. Ale wy piszecie tak wzruszająco w reklamie waszego hotelu – wskazał kolorowy prospekt leżący obok jego paszportu – że Mercure to nie tylko bezpieczny dach nad głową w podróży. Mercure to także podróż. Proszę więc zadzwonić na stację, sprawdzić, o której jest pociąg do Warszawy, i obudzić mnie dokładnie na dziewięćdziesiąt minut przed jego odjazdem. Byłbym także wdzięczny za zamówienie mi taksówki. Chcę wyjechać na dworzec na godzinę przed odjazdem pociągu.
– Tak, oczywiście… – odpowiedział zmieszany recepcjonista.
