– Dzień dobry. Dworzec Berlin Lichtenberg – powiedział, rozpinając marynarkę.

Kierowca nie poruszył się.

– Lichtenberg, dworzec – powtórzył głośniej.

Kierowca nadal siedział bez ruchu. W pewnym momencie przechylił się do radia przy taksometrze i nie odwracając głowy powiedział cicho:

– Bardzo pana przepraszam, ale ja nie jeżdżę do Lichtenbergu. Zamówię panu inną naszą taksówkę. To nie potrwa dłużej niż trzy minuty. Przepraszam pana. Załatwię, aby pan pojechał bezpłatnie.

– Jak to, nie jeździ pan do Lichtenbergu? – zapytał zaskoczony.

Kierowca zaczął naciskać klawisze radiostacji, zapalił światło w szoferce i odwrócił się, aby wyciągnąć podwieszony pod sufitem kwadratowy mikrofon.

– Boże… to pan…

Światło padło na jego twarz.

Płakać trzeba w spokoju. Tylko wtedy ma się z tego radość”. Jakby to było wczoraj. “Płakać trzeba w spokoju…”. To on. Te same oczy.

Kierowca wpatrywał się w niego z ręką opartą o sufit.

– To przecież pan… Jakub… to pan… Szukałem pana. Przychodziłem na ten pociąg przez pół roku. Bałem się, ale przychodziłem. Chciałem pana przeprosić. Za to, że tak wtedy odszedłem, bez słowa. Przychodziłem co noc. Ale pana nie było. Potem wzięli mnie do kliniki i nie mogłem przychodzić, ale na przepustkach przychodziłem. I potem, latem, Christiane, ona była ze mną w tej samej klinice, powiedziała mi, że ludzie często są tylko raz w życiu na jakimś dworcu i że nie mam więcej tam chodzić, bo zawsze wracam taki nerwowy. Nie wierzyłem jej, ale nie chciałem mieć z nią problemu, to nie chodziłem. Ale wiedziałem, że pan przyjedzie. Wiedziałem. Bo ja chcę pan przeprosić, że wtedy tak odszedłem bez słowa. Nie powinienem tak odejść. Nie powinienem. Bo pan tyle dla mnie zrobił. A Christiane mówi, że pan był jak taki anioł i że każdy ma takiego anioła, i że to żadna wielka rzecz. Bo każdemu należy się taki anioł. I że mi też się należy. Bo ja jestem niby dobry człowiek. I ona mi wmawia, że może pana tak naprawdę nie było i mi się to wszystko tylko po pijanemu wydawało. Bo ja wtedy dużo piłem. Ale ona się nie zna. Ona nigdy nie była na Lichtenbergu. Nigdy. Na Lichtenberg nie przychodzą żadne anioły. Po prostu nie. I ja pana chcę przeprosić, że tak wtedy odszedłem bez słowa.



8 из 9