
To, co napisali, jest jak biografia tej książki. Czytałem każdy z tych teks przy niektórych miałem w sobie taką chemię, jakiej nie dostarcza mi nawet pisanie programów komputerowych dla… chemii. Przy jednym z nich zapadłem w letarg. We czwartek 23 stycznia 2003 o godz. 12:08 odebrałem następujący e-mail
Panie Januszu
Serdecznie Panu dziękuję za tę książkę. Dawno nie czytałam nic tak pięknego, wzruszającego i inteligentnego. Muszę Panu najpierw coś o sobie napisać, żeby mógł Pan zrozumieć, czym były dla mnie te dwa dni z „Samotnością w Sieci”. Nazywam się Magda Kościelska (imię i nazwisko zmienione – JLW) i prawdopodobnie za kilka miesięcy umrę, tak przynajmniej twierdzą lekarze.
Oczywiście mam cichą nadzieję, że Bóg, w którego wierzę, zmieni zdanie i nie pozwoli na moją śmierć. Zastanawia się Pan, co to ma wspólnego z Pańską książką – już wyjaśniam. Od kiedy dowiedziałam się, że jest ze mną tak źle, cały czas myślę o śmierci i tak jest już od dłuższego czasu. Proszę sobie wyobrazić, że, gdy czytałam tę książkę, pierwszy raz nie myślałam o śmierci – czy może Pan sobie wyobrazić, czym były dla mnie te dwa dni? Właśnie dlatego tak bardzo jestem Panu wdzięczna za tę książkę – chociaż przez dwa dni nie myślałam o tym, że umieram.
Jeszcze raz bardzo Panu dziękuję.
Pozdrawiam serdecznie
Magda Kościelska (e-mail: magda0411 @interia.pl)
Najbardziej bolało, gdy czytałem to Pozdrawiam serdecznie. Ot, takie zwyczajne, jak w jakiejś kolorowej kartce z wakacji nad morzem. I tego dnia zapadła we mnie cisza.
Może taka jak ta?
Po przeczytaniu pana książki zapada cisza.
Nie wypada wtedy powiedzieć ani słowa, żeby nie zakłócić jej klimatu. Bardzo rzadko, aczkolwiek czasami zdarza się po skończonym seansie w kinie trwać w bezruchu, nie mogąc z zamyślenia podnieść się, żeby pójść do domu. Po tej lekturze uczucie jest podobne.
