
Leszek (e-mail: I było mi źle. Pewnie tak jak jej, gdy pisała: Dziękuję za książkę. Zwaliła mnie z nóg, wdusiła w podłogę, zdołowała mnie kompletnie… Często do niej powracam. Dorota (e-mail: I właśnie przy czytaniu takich tekstów zrodził się w mojej głowie pomysł, aby się nimi podzielić. Opracować je, zestawić w pewną całość i uzyskawszy zgodę ich autorów, opublikować. Często bowiem miałem – i ciągle mam -wrażenie, że są ważniejsze niż sama książka. Poza tym dzięki nim zrozumiałem, jak ważne jest słowo. Poproszony przez studencki miesięcznik „Dlaczego” (styczeń 2003) napisałem o moim, nagle odkrytym, zachwycie słowem: Jedni cytują Biblię (Na początku było Słowo i Słowo było przy Bogu, i Bóg był Słowem), inni przywołują do pomocy genetykę, twierdząc, że zdolność mówienia to nic innego tylko wynik ewolucyjnej mutacji pewnego genu na chromosomie Y oraz, równolegle, obecności krótkiej sekwencji genów FoxP2 na chromosomie 7. To rzekomo (badania są w fazie początkowej, nie można jeszcze uznać ich za fundament nowej teorii) dzięki mutacji chromosomu Y i proteinie kodowanej przez FoxP2 ludzie mają podarowane przez ewolucję mózgu obszary odpowiedzialne za mowę. I jest to fascynujący podarunek. Złożonością i możliwościami porównywalny do kodu DNA. Gdyby założyć, że ludzie używają w potocznym języku 10 tysięcy rzeczowników i 4 tysięcy czasowników (oglądając ostatnio telewizję, przekonuję się, że jest to zbyt optymistyczne założenie), to używając gramatyki, można połączyć te rzeczowniki i czasowniki w ponad 6,4 biliona zdań składających się z pięciu słów. Gdyby założyć, że dla wypowiedzenia każdego z tych zdań potrzebowalibyśmy tylko jedną sekundę, to wypowiedzenie ich wszystkich zajęłoby ponad milion lat. Kobietom zajęłoby to kilka lat mniej oczywiście, ale mimo to i dla nich trwałoby to bardzo długo. Poza tym z pewnością wypowiedziałyby te ważniejsze zdania na początku.