
„S@motność…” budzi niepokój… roznieca świadomość tego, że nic nigdy nie jest tak, jak być powinno, że nie ma mężczyzny, który będzie potrafił zaspokoić wszystkie pragnienia i myśli, z którym każde dotknięcie będzie budziło zafascynowanie, z którym wszystko będzie inne… i nigdy nie dojdzie do znudzenia… chyba nie potrafię, może nie chcę napisać nic więcej… teraz wiem, że dużo mnie jest w „S@motności…”, że te wszystkie tęsknoty i pragnienia są też gdzieś w środku…
Maja (e-mail: Czytając epilog o 2-giej w nocy, z pasją rzuciłam nią o podłogę z głuchym okrzykiem: Żałuję, że przeczytałam!… Ten okrzyk był jakby przekornym błaganiem o to, aby Jakub mógł kochać dalej, aby ten cudowny, idealny mężczyzna istniał… Sama przeżywałam w podobny sposób pierwsze zetknięcie z ICQ, siecią i potęgą komunikacji z każdym i wszędzie. Była to więc dla mnie podróż w przeszłość, przez własne fascynacje, pasje i lęki. Nie miałam szczęścia przeżyć takiej miłości, jak bohaterka, ale wierzę, iż jest właśnie taka, jaką ją opisał autor. Każdy, kto czatuje, wie, iż jest w czacie coś nieuchwytnie uroczego i tajemniczego. To pomaga, dawkuje emocje, wzbudza podniecenie. Można się tym zachłysnąć… Autorowi nie mogę wybaczyć pewnej niekonsekwencji, a mianowicie spotkania ich obojga w pociągu i spotkania w Paryżu. Czy to możliwe, aby nie zapamiętał tej kobiety? Poza tym fascynująca opowieść dla wszystkich, którzy czują, doznają i pragną… „Panie, pomóż mi być takim człowiekiem, za jakiego bierze mnie mój pies…” Joanna Glembin (e-mail: Panie Januszu, Być może ma Pan już dość listów od czytelniczek, być może ma Pan sto innych, lepszych sposobów na spędzanie czasu, niż czytanie tych maili. Ale jest Pan sprawcą mojego stanu ducha i w związku z tym powinien się Pan poczuwać do jakiejś odpowiedzialności i chociaż przeczytać, co mam Panu do powiedzenia.