
Nauka obecna w tej powieści to nauka uczestników kongresów, publikacji w międzynarodowych pismach specjalistycznych, kolokwiów, kongresów i konferencji. Taka postać badacza-latającego Holendra, dla którego Nowy Orlean, Paryż czy Monachium są tym samym pejzażem hoteli, restauracji, barów z whisky i coca-colą i lotnisk, jest czymś zupełnie nowym. Waham się, jak ją określić. Z pewnością już nie w klasycznych kategoriach bohaterów pozytywnych i szwarccharakterów, bojowników o coś, zmagających się z wrogami i nieszczęściami losu. I mimo że śmierć, kalectwo, narkotyki i wyzysk bywają na kartkach tej opowieści, to nie mogę oprzeć się wrażeniu, iż głównym bohaterem jest tam technologia, konsumpcja, zadowolenie z posiadania talentu i umiejętności zgrabnego poruszania się po nowoczesnym świecie. On i ona są sympatyczni i wrażliwi, dobrzy studenci dawniej, sprawni pracownicy dzisiaj. I tu wkrada się stareńkie jak krytyka literacka pytanie. Kim są w zamierzeniu autora? Modelami, za którymi tęsknią absolwenci ważnych uczelni? Czy przedstawicielami współczesnego społeczeństwa, w których przeglądamy się jak w lustrze. A zwierciadło odsyła nam obraz może taki sam, jak ten z naszej łazienki czy toalety w restauracji. Ze zmarszczkami na szyi, inaczej niewidocznymi, z lekko przygasłym spojrzeniem, przypominającym, że coś powinniśmy ze sobą zrobić.
