
Niewielką kaplicę pięknie przybrano charakterystycznymi dla pory roku kwiatami, na uroczystość przybyło wielu dworzan. Obiad wydany na tę okoliczność był naprawdę wspaniały.
Jednak niepewność i uczucie, że coś się bezpowrotnie traci, sprawiły, że dla dwojga głównych bohaterów nie była to uroczystość radosna. Oczywiście leżało w zwyczaju, iż dzieci dostosowywały się do życzeń rodziców, gdy chodziło o wybór towarzysza życia, i żadne z nich także się nie sprzeciwiało ale w tym wypadku wszystko potoczyło się za szybko, młodzi nie zdążyli się nawzajem poznać, nic nie wiedzieli o wzajemnych uczuciach. Mikael poruszał się jak w transie, usiłował wmawiać sobie, że to nie on, że to ktoś inny klęczy przed ołtarzem i uroczyście przyrzeka kochać na dobre i na złe.
W głębi duszy był przecież siedemnastolatkiem, przerażonym chłopcem, o czym wszyscy wydawali się zapominać.
Anette również czuła się głęboko nieszczęśliwa. Z wielu przeróżnych powodów. Starała się zachowywać wyniośle, ale bardzo jej się nie podobało, że Mikael jest taki przestraszony i nieobecny duchem. Czy jednak stan jego uczuć nie jest przypadkiem korzystny dla niej? Dlaczego więc jest taka rozdrażniona? Nie potrafiłaby określić, co właściwie do niego czuje. Był przystojnym młodym mężczyzną, ale czy wygląd mówi coś o jego osobowości? Życzliwy, dobrze wychowany – to wszystko, co o nim wiedziała.
Ale przecież był mężczyzną! Wieprzem, wedle słów jej świętej pamięci matki.
Gdyby tylko wiedziała, co on myśli o niej!
