
Zajął się Mikaelem najlepiej jak mógł. Starał się zapewnić chłopcu karierę wojskową, nie wiedząc, że taki zawód absolutnie nie leży w naturze Ludzi Lodu. Jedynie Trond pragnął osiągnąć chwałę na polu bitwy, z zapamiętaniem unicestwiając wrogów, ale on był jednym z dotkniętych. Na Mikaelu nie ciążyło przekleństwo, odziedziczył raczej delikatność, także charakterystyczną dla rodu. Marka Christiana rozumiała go i starała się powstrzymać męża, kiedy ten snuł fantazje o wysokich stopniach oficerskich dla swego podopiecznego.
Mikael był zdolnym, ale cichym, nieśmiałym chłopcem, zatopionym w marzeniach, o których nikomu nie wspominał. Nikt nie wiedział o dręczącym go niepokoju, który nie pozwalał mu odczuwać wspólnoty z innymi. Marka Christiana nie rozumiała, jak mocne piętno odcisnęło na nim dzieciństwo spędzone w oderwaniu od rodzinnych korzeni. Ona sama była żywą, otwartą osóbką i ani ciągłe przeprowadzki, ani zmiany opiekunów wcale jej nie zaszkodziły.
Ponieważ jej mąż był marszałkiem dworu, często przebywali w niewielkim mieszkaniu na sztokholmskim zamku, gdzie Mikael wałęsał się po pustych komnatach. Mógł to robić bez obawy, gdyż królowa Krystyna bawiła tam rzadko, ciągle przebywając w podróży.
Jednakże kiedy królowa była na zamku, znajdował się tam również jej kuzyn, książę Karol Gustaw. Był on wskazanym przez nią następcą tronu, co nie wszystkich radowało. Nie chciano bowiem jakiegoś hrabiego Pfalzu na królewskim tronie Szwecji.
Życie Mikaela płynęło spokojnie, jakby na wpół we śnie, aż do siedemnastego roku życia. Wówczas nastąpiły wydarzenia, które odmieniły jego losy.
Wraz z wielkimi marszałkami, Pontusem i Jacobem de la Gardie, ściągnęła do Szwecji spora liczba ich francuskich krewniaków. Niektórzy przyjechali z wizytą i po prostu już zostali, inni przebywali tymczasowo.
