
— Planeta numer trzy, kategoria D. Cena wywoławcza Federacji: piętnaście tysięcy.
No, to już znacznie lepiej! Dan był pewien, że tym razem Van Ryck zalicytuje. I rzeczywiście, tylko że Cofort podniósł stawkę z trzydziestu do pięćdziesięciu tysięcy i to on kupił planetę. Mają jeszcze jedną szansę. Wszyscy stanęli za plecami Van Rycka, jak gdyby wspierali go w walce na śmierć i życie.
— Planeta numer cztery, kategoria D. Cena Federacji: czternaście tysięcy.
— Szesnaście — krzyknął Van Ryck, zanim jeszcze oficer Inspekcji wypowiedział ostatnią sylabę.
— Dwadzieścia — odezwał się tym razem nie Cofort, ale jakiś nieznany, ciemnowłosy człowiek.
— Dwadzieścia pięć — licytował Van Ryck.
— Trzydzieści — przebijał ten drugi.
— Trzydzieści pięć — głos Van Rycka brzmiał tak pewnie, jakby załoga Królowej dysponowała nieograniczonymi funduszami.
— Trzydzieści sześć — padło z ust przeciwnika.
— Trzydzieści osiem — to wszystko, co Van Ryck mógł zaoferować.
Zapadła cisza. Dan zauważył, jak Cofort podaje swój kwit i zabiera dwa pakiety mikrofilmów. Tajemniczy, ciemnowłosy człowiek pokręcił przecząco głową, gdy oficer Inspekcji zwrócił się w jego stronę. A więc wygrali!
Przez moment załoga Królowej nie mogła uwierzyć w swój dobry los. W końcu Kamil wyrzucił z siebie okrzyk radości, a zwykle zrównoważony Wilcox walił Kapitana po plecach. Van Ryck wszedł na platformę, żeby załatwić formalności. Potem podekscytowani opuścili rynek i wdrapali się na ślizgacze z jedyną tylko myślą: żeby jak najszybciej dostać się na Królową i sprawdzić, co kupili.
Rozdział 3. — Ryzyko
