
Wszyscy zebrali się ponownie w mesie, jedynym wystarczająco dużym pomieszczeniu na Królowej. Tang Ya ustawił czytnik na stole, a Kapitan Jellico rozciął pakiet i wyjął maleńką rolkę filmu. Dan przekonał się później, że wielu z nich wstrzymało wtedy na długą chwilę oddech w oczekiwaniu na to, co mieli zobaczyć w powiększeniu na ścianie.
— Planeta Otchłań, jedyna nadająca się do zamieszkania spośród trzech planet systemu żółtych gwiazd — rozległ się w mesie monotonny głos jakiegoś znudzonego urzędnika Inspekcji.
Na ścianie ukazał się obraz trójplanetarnego systemu ze słońcem w centrum. Żółtym słońcem — planeta mogła więc mieć klimat podobny do klimatu Ziemi. Radość Dana nie miała granic. Może jednak rzeczywiście dopisało im szczęście?
— Otchłań — odezwał się Rip. — To na pewno nie jest szczęśliwa nazwa!
Dan nie mógł mu jednak przytaknąć. Połowa planet na szlakach handlowych miała przecież dziwaczne nazwy. Każdy człowiek z Inspekcji mógł się popisać swoją pomysłowością w tej dziedzinie.
— Współrzędne — tu nastąpił szereg liczb, które szybko zapisał Wilcox, to jego zadaniem było wyznaczenie kursu na Otchłań.
— Klimat przypomina zimniejszą strefę Ziemi. Atmosfera… — tu znowu cyfry, przedmiot zainteresowania Tau. Dan domyślał się jedynie, że ten szczególny układ cyfr oznacza warunki, w których istoty ludzkie mogły żyć i pracować.
Obraz na ekranie zmienił się. Równie dobrze mogli się teraz unosić nad planetą — zdjęcia były trójwymiarowe i stwarzały pozory rzeczywistości. To, co ujrzeli wyrwało z ich ust okrzyki przerażenia.
Nie mieli żadnych wątpliwości: powodem tych brązowo-szarych plam, które szpeciły powierzchnię lądu, mogła być jedynie wojna. Wojna tak rozległa i straszliwa, że nikt nie był w stanie jej sobie wyobrazić.
— Spalona! — krzyknął Tau, ale zagłuszyły go słowa wzburzonego Kapitana:
— To ohydny podstęp!
