
– Można to tak określić – wskazałem tygrysa. – Złapaliśmy jakieś dwadzieścia kilometrów stąd takiego osobnika.
Podszedł drugi policjant.
– No, w świetle przepisów chwytanie dzikich zwierząt to kłusownictwo – powiedział z szerokim uśmiechem. – Tygrysica Magda… Zawiadomimy cyrk, że się znalazła.
– Uciekła z cyrku? – zaciekawił się Szef.
– Tak, zgubili ją podczas transportu. Wyskoczyła sobie na szosę, a zauważyli brak dopiero gdy dotarli na miejsce. Pewnie jest wygłodzona, trzeci dzień się już błąka.
– Ja mam chyba w radiowozie puszkę golonki sokołowskiej – powiedział drugi. – Spiszemy protokół i możecie panowie ją nam zostawić, i tak za pół godziny zjeżdżamy do bazy, to ją odstawimy na miejsce.
Formalności zajęły mam tylko chwilę. Ruszyliśmy w dalszą drogę. Kątem oka uchwyciłem obraz. Tygrysica na smyczy jadła golonkę z puszki. Na tle błękitno-granatowego radiowozu żółte zwierzę i czerwona puszka wyglądały niezwykle dekoracyjnie.
– A jak się tu zaplącze jakiś kryminalista, to go policja poszczuje tygryskiem – uśmiechnął się Szef. – Widzisz, miałem rację nie wierząc w teorie naszego drogiego greckiego filozofa.
– Czy greccy chemicy mieli jakieś poważniejsze osiągnięcia? – zapytałem.
– Właściwie z tego co wiemy, to raczej nie. Umieli farbować i bielić tkaniny, wytwarzali trochę kosmetyków. Garbowali skóry, produkowali kolorowe szkło i polewy ceramiczne. Znali niektóre leki, ale w porównaniu z Egipcjanami ich wiedza była w powijakach.
– A jak to wyglądało w Egipcie?
– Dużo lepiej. Można nawet powiedzieć, że starożytni Egipcjanie zapoczątkowali fizykę jądrową. I to w pokojowych celach…
– Jak to? – zdumiałem się.
– Używali tlenku uranu w życiu codziennym – uśmiechnął się. – Sproszkowany i wymieszany z tłuszczem, służył im jako czernidło do brwi. Byli poza tym mistrzami w wytwarzaniu kosmetyków, zwłaszcza pachnących olejków. Jeśli popatrzysz na malowidła z grobowców przedstawiające egipskie elegantki zauważysz na ich głowach dziwne stożki, umieszczane na peruce.
