
Zrzuciłem idiotyczne szpiegowskie okulary, aby odzyskać pełne pole widzenia.
– Do trzech razy sztuka – powiedziałem przyjmując postawę obronną.
– Trzy razy to już leżałeś na ziemi – powiedziała. – Ale skoro sobie życzysz…
W tej chwili usłyszałem charakterystyczny dźwięk bezpiecznika od jakiejś wyjątkowo dużej spluwy. Lufę ktoś oparł mi za uchem.
– Ładnie to tak napastować bezbronne dziewczęta w parku? – usłyszałem głos.
Ten także należał do młodej dziewczyny. Jej wschodni akcent był słabszy.
– Stasia, daj mi go do końca złomotać – poprosiła moja oprawczyni. – Tylko mu dam małego kopa w zadek, żeby mu wróciła świadomość klasowa i już możemy iść.
Ucisk lufy za uchem zniknął.
– Dobrze, załatw go szybko i idziemy, bo zupełnie przemoknę na tym deszczu – powiedziała ukryta za moimi plecami.
Pierwsza ruszyła w moją stronę. Z trudem opanowałem narastającą panikę. Tym razem byłem wystarczająco skoncentrowany. Zablokowałem pierwszy z jej ciosów. Za drugim razem zdołałem posłać ją na ziemię, zarobiłem jednak jednocześni silny kop w kolano. Leząca poderwała się natychmiast. Kaptur spadł jej z głowy, odsłaniając miłą twarz i gruby, jasny warkocz. Była bardzo ładna i faktycznie nie mogła mieć więcej niż osiemnaście lat. Chwila zagapienia wystarczyła, by słodkie dziewczę posłało mnie znowu na ziemię. Tym razem wyrżnąłem głową w jakiś korzeń i na dłuższą chwilę straciłem ochotę do kontynuowania znajomości. Tajemnicza Stasia, ciągle trzymając mnie na muszce, podeszła do drzewa i poniosła porzucony list. Czytała go zupełnie spokojnie.
– Ty tego pilnowałeś? – zapytała.
– Chciałem sprawdzić, kto po to przyjdzie – wychrypiałem.
Ciągle miałem problemy z ustabilizowaniem oddechu.
– Kopia nas nie interesuje – powiedziała. – Gdybyśmy zmieniły zdanie, napiszemy kolejny list.
