Zamyślił się głęboko.

– On nie żyje? – bardziej stwierdził niż zapytał Pan Samochodzik.

– Nie wiem, ale miałby ponad sto lat. Nie, on musiał umrzeć. Podobno był w getcie na Kazimierzu prawie do końca. Nigdy nie wiedziałem gdzie mieszka. Gdyby przeżył, przyszedłby do mnie po wojnie, gdy uruchomiłem znowu antykwariat. Ja chodziłem wtedy na Kazimierz. Nikt z naszych już tam nie wrócił, a od Polaków kupowałem żydowskie książki za bezcen. Za flaszkę, za dwie. Zebrałem wówczas najwspanialszą bibliotekę, jaką kiedykolwiek miałem w życiu. Bardzo niewielu właścicieli zgłosiło się po swoje… Tym oddałem, a i tak zostały mi tysiące zwojów. Ale to nie ważne.

– Dziewczyna, która pytała o Storma i jego księgozbiór, miała gruby warkocz, a na szyi taki srebrny krzyżyk – pokazałem mu.

Obrzucił moje znalezisko przelotnym spojrzeniem i kiwnął głową.

– Zgadza się. Miłe dziecko. Nawet znała trochę jidysz, choć pakowała doń sporo rusycyzmów.

– Musiały przyjechać ze wschodu – powiedział Szef w zadumie. – I ty, i Lucjusz słyszeliście wschodni akcent. Używała jidysz w wersji rosyjskiej…

Stary antykwariusz wzruszył ramionami.

– Nie wiem, czy jej akcent był w wystarczającym stopniu identyfikowalny, żeby stwierdzić, że faktycznie przybyła z Kresów. Może mieszkała tam jakiś czas, a może wyuczyła się akcentu przebywając wśród ludzi stamtąd. Na Ziemiach Odzyskanych są wsie, gdzie większość mieszkańców tak "zaciunga".

Obrócił krzyżyk w dłoni. Przesylabizował na wpół zatarte napisy na odwrocie.

– Ona po to wróci – powiedział w zadumie. – A wówczas miejcie się na baczności.

Gdy opuszczaliśmy antykwariat, było już ciemno. Przeszliśmy przez uśpiony Rynek i dotarliśmy do naszego hotelu.



27 из 151