
Popatrzył na nią zaskoczony.
– Owszem, była taka wystawa, ale z tego co pamiętam chyba w 1879 roku!
– W 1878 – sprostowała odruchowo brunetka.
– Możliwe, ale skąd pani o tym wie? – zdumiał się.
Zawahała się na chwilę. Może szukała odpowiedzi w pamięci, a może zmyślała cos na poczekaniu.
– Czytałam niedawno w Bibliotece Jagiellońskiej gazety z mniej więcej tego okresu – powiedziała wreszcie. – No cóż, na nas niestety czas – kiwnęła dłonią na kuzynkę.
Gest był dziwny. Ostry, rozkazujący. Druga z dziewcząt podporządkowała się natychmiast. W drzwiach sali odwróciły się jeszcze na chwilę.
– Do widzenia panu – powiedziała blondyneczka.
– Miło było pana poznać – uśmiechnęła się druga.
Zniknęły. Staruszek usiadł na foteliku postawionym pośrodku sali. Popatrzył w zadumie na portret. Po wyjściu dziewcząt czuł dziwną pustkę.
– Sympatyczne cielątka – powiedział cicho – I mają ciekawe
zainteresowania.
Wreszcie wstał i ruszył w stronę wyjścia po drodze gasząc światła.
– Może jeszcze kiedyś je spotkam – mruknął sam do siebie.
Wiatr za oknem zachichotał, a w szyby uderzyły ciężkie krople deszczu. Przeszedł do swojego gabinetu. Z półki zdjął herbarz i kartkował go dłuższą chwilę.
– Katarzyna Kruszewska herbu Habdank, po mężu Skorlińska – znalazł wreszcie. – Po zabójstwie małżonka poszukiwana. Zaginęła bez wieści. Na jej osobie wygasł ród Kruszewkich…
– Hochsztaplerki – uśmiechnął się wreszcie. – Ale, trzeba przyznać, nieźle to wykombinowały…
Rozdział I
Deszczowy poranek * List z Krakowa * Mistrz Sędziwój z Sanoka i jego pisma * Zaskakująca propozycja * Niema księgaPopatrzyłem w okna chłostane rzęsistym, jesiennym deszczem. Przed grobem Nieznanego Żołnierza mokli okryci pelerynami wartownicy. Szef zagwizdał pod nosem kilka taktów. Oderwałem wzrok od szklanej tafli i obejrzałem się na niego. Studiował w zadumie wydruk z najnowszymi listami które przyszły pocztą komputerową. Wyglądał na zadowolonego.
