Kustosz uniósł brwi ze zdumieniem.

– Widzę, że dobrze zna pani historię swojej rodziny – zauważył.

Uśmiechnęła się.

– Młodzież powinna szukać sobie dobrych wzorców do naśladowania.

Jej kuzynka parsknęła śmiechem.

– Czy pani krzyżyk…?

– Tak, to ten sam co na portrecie – wyjaśniła. – Przechodzi w naszym rodzie z pokolenia na pokolenie.

Rozpięła stalowy łańcuszek obiegający jej szyję i podała mu klejnot. Obracał go przez chwilę w palcach. Nieczęsto zdarzało mu się widzieć tak piękny przykład sztuki jubilerskiej. Krzyż był bardzo prosty, prawie pozbawiony ozdób, ale z bliska widać było wijące się wygrawerowane w srebrze linie. Po drugiej stronie pionowo biegły głęboko wycięte litery hebrajskiego alfabetu. Od częstego stykania się z materiałami metal wytarł się, ale ciągle jeszcze były czytelne.

– "I tak wszystkie rzeczy stały się z jednego" – odczytał.

Uśmiechnęła się.

– Dokładnie tak – powiedziała.

– Dziwne, że wyryto ten napis hebrajskimi czcionkami, właśnie na krzyżu – powiedział. – To przecież cytat z tablicy…

– Szmaragdowej – dokończyła. – Wedle rodzinnej tradycji krzyż ten pierwotnie należał do alchemika Sędziwoja.

– Od dawna jest pan pracownikiem tego muzeum? – zagadnęła druga z dziewcząt.

– Od czasów wojny. Więcej. Jestem wicedyrektorem do spraw gromadzenia zbiorów – powiedział z dumą.

Uśmiechnęły się obie.

– Z tego co słyszałam – powiedziała brunetka – macie w swojej kolekcji autentyczny atanator mistrza Sędziwoja?

Zamyślił się na chwilę.

– Faktycznie jest u nas coś takiego. Ale nigdy nie wystawiamy go na widok publiczny. Skąd panie o tym wiedzą?

– Na wystawie poświęconej kulturze czasów Stefana Batorego prezentowaliście państwo zrekonstruowane wyposażenie pracowni alchemicznej – uśmiechnęła się.



3 из 151