
– A więc unikatowa książka za unikatowe urządzenie. Poważny dylemat…
– Nie ma tu żadnego dylematu – powiedział Szef. – Po prostu tego typu zamiany zostały raz na zawsze zakazane przez odpowiednie przepisy.
– Czyżby pracownicy muzeum zrezygnowali z szansy choćby skopiowania unikatowego dzieła?
– Nie. Zaproponowali tysiąc złotych w zamian za możliwość wykonania mikrofilmu. Nie otrzymali odpowiedzi, ale list został podjęty ze skrytki kontaktowej.
Pokiwałem w zadumie głową.
– Tylko co z tego wynika? – zapytałem. – Jak do tej pory nie widzę tu żadnych przesłanek do tego, abyśmy mieli jechać do Krakowa. Ktoś zaproponował wymienienie książki na zabytkowy piecyk. Jeśli jest jej właścicielem, to nie popełnia żadnego przestępstwa. Może dysponować swoją własnością wedle uznania. Choć dziwię się, że zrezygnował z pieniędzy za wypożyczenie do skopiowania. Ale ostatecznie kolekcjonerzy to w większości przypadków świry.
Szef uśmiechnął się.
– Widzisz, wczoraj złożono kolejną propozycję. Tajemniczy nadawca napisał, że jest na tropie słynnej "Niemej Księgi". Zaproponował, że dorzuci ją do poprzedniej oferty.
– Czym jest "Niema Księga"? – zapytałem.
– Cóż. Istnieją dwa dzieła noszące ten tytuł. Templariusze, jeszcze przed likwidacją zakonu, posiłkując się wiedzą alchemiczną uzyskaną w Ziemi Świętej, a wzbogaconą własnymi badaniami, sporządzili słynną "Niemą Księgę". Zbiór kilkudziesięciu akwafort przedstawiających poszczególne etapy produkcji złota. Co ciekawe, w tym okresie w księgach królowały miniatury malowane ręcznie lub obrazki odbijane z drzeworytów. Pierwsze znane akwaforty powstały w latach dwudziestych szesnastego wieku. Te są od nich ponad dwieście lat starsze.
– Producenci złota – mruknąłem.
– Właśnie. Oprócz wielu ciekawych zajęć, zajmowali się alchemią. "Niema Księga" to tylko obrazki. Nie ma pod nimi żadnych podpisów.
