Matka smętnie pokręciła głową.

– Ojciec sprzedał zakłady, żeby spłacić część długów. Nie ma pracy, a w jego wieku nikt go nie zatrudni. Zresztą, on nie potrafiłby już pracować dla kogoś innego.

O Boże! – pomyślała Lydie. Sytuacja przedstawiała się gorzej, niż można by to sobie wyśnić w najgorszym koszmarze.

– Czy poszedł na pola?

– Na jakie pola? Sprzedaliśmy wszystko, co dało się spieniężyć, poza domem, ale i na nim bank chce położyć swoją łapę. Powiedziałam ojcu, że ja się stąd nie ruszę!

Mówiła jeszcze przez chwilę, ale Lydie była zbyt przerażona, by tego słuchać.

– Gdybyśmy mieli choć połowę tego, co Ward-Watsonowie zamierzają wydać na ślub swojej jedynaczki, bank byłby w pełni usatysfakcjonowany – zakończyła.

– Zatem ojciec nie jest winny bankowi aż tak wiele? – zapytała Lydie.

– Ojciec zdołał spłacić większość wierzycieli i część kredytu, ale jeśli do piątku nie wpłynie czek na pięćdziesiąt tysięcy funtów, przystąpią do działania i będziemy musieli się wyprowadzić. Możesz to sobie wyobrazić? Cóż za wstyd. I to przed ślubem Olivera! Będzie ślicznie wyglądało na zaproszeniach: już nie Oliver Pearson, dziedzic Beamhurst Court, ale Oliver Pearson, bezdomny. Jak będziemy mogli spojrzeć ludziom w oczy?

– Pięćdziesiąt tysięcy? To nie jest aż tak dużo.

– Jest, gdy nie masz ani grosza. Poza domem nie mamy absolutnie nic. Jak zdołamy zdobyć pieniądze, nie mogąc spłacić długu? Nikt nam nie pożyczy, a bank nie będzie czekał. A teraz to wszystko spada na mnie.

Lydie zadumała się przez chwilę.

– Obrazy! – wykrzyknęła. – Moglibyśmy sprzedać część rodzinnej…

– Nie słuchałaś tego, co przed chwilą powiedziałam? Sprzedaliśmy już wszystko poza tym, co należy do Olivera. Absolutnie wszystko. Nie mamy już nic, co miałoby jakąś wartość.

Lydie po raz pierwszy widziała matkę bliską łez. Żałowała jej. Mimo że Oliver zawsze był jej oczkiem w głowie, Lydie kochała matkę. Wiedziona impulsem usiadła obok niej na sofie i powiedziała:



6 из 101