
– Jest mi przykro. Naprawdę jest mi przykro, mamo. Co mogę zrobić?
– Możesz spotkać się z Jonahem Marriottem. Oto co możesz zrobić.
Lydie wpatrywała się w nią swoimi wielkimi zielonymi oczami.
– Jonah Marriott? – powtórzyła ledwie słyszalnym głosem. Widziała go tylko raz, i to przed siedmiu laty, ale nigdy nie zapomniała tego wysokiego, przystojnego mężczyzny.
– Pamiętasz go?
– Był tu raz; tata pożyczył mu jakieś pieniądze.
– Owszem – powiedziała matka oschle. – A teraz przyszedł czas, żeby je oddał.
– Czyżby ich nie zwrócił? – zapytała zdumiona Lydie. Jonah Marriott wydawał jej się honorowym człowiekiem. Poza tym wiedziała, że w ciągu tych siedmiu lat powodziło mu się nieźle.
– Dziwnym trafem pożyczył od ojca tyle, ile potrzebujemy, by pozostać w tym domu.
– Pięćdziesiąt tysięcy?
– Właśnie. Jeśli bank nie dostanie tych pieniędzy do piątku, w poniedziałek przyślą ludzi, by nas eksmitować. Poszłabym do niego sama, ale gdy wspomniałam o tym twojemu ojcu, niemal oszalał i zabronił mi.
Lydie nie potrafiła wyobrazić sobie, by ojciec mógł wściekać się na żonę, którą uwielbiał. Musiał zadziałać stres. Na pewno tata poprosił Marriotta o spłatę pożyczki, lecz duma nie pozwoliła mu ponawiać prośby. Ale…
Otworzyły się drzwi i do salonu wszedł ojciec. Wyglądał na bardzo zmęczonego. Gdy ujrzał córkę, najpierw zerknął podejrzliwie na żonę, a potem zapytał:
– Lydie, co tu robisz?
– Ja… chciałam, żeby Donna sprawdziła, jak sobie radzi beze mnie – odpowiedziała szybko. – Zadzwonię do niej później. Jeśli wszystko jest w porządku, zostanę, jeżeli nie macie nic przeciwko temu.
– Oczywiście, że nie mamy. To przecież twój dom… – Odwrócił się szybko.
Lydie poczuła, jak jej serce przeszywa ból. Wiedziała, co w tej chwili przeżywał ojciec.
– Tato…
– Czy mama powiedziała ci o wszystkim?
