
– Tak. Ślub Olivera zapowiada się wspaniale. Mama zdradziła mi wszystkie szczegóły.
Przez następne pół godziny Lydie obserwowała, jak ojciec próbuje zachować przed nią twarz. W końcu uznała, że musi spotkać się z Jonahem Marriottem i wydusić od niego pieniądze, zwłaszcza że, o ile pamięć jej nie zawodziła, zwrot długu miał nastąpić po pięciu latach. Zaraz jednak poczuła wątpliwości.
– Twój pokój jest gotowy – oświadczyła Hilary. – Jeśli masz ochotę, możesz iść na górę i odświeżyć się.
– Mam coś do roboty – powiedział Wilmot Pearson i zanim Lydie zdążyła zareagować, dodał: – Dobrze, że jesteś, córeczko. Mam nadzieję, że będziesz mogła zostać tu na dłużej.
Kiedy opuścił pokój, matka natychmiast zapytała:
– Więc jak, zrobisz to?
Jednak Lydie wciąż miała opory przed spotkaniem z Jonahem Marriottem.
– Jesteś pewna, że nie zwrócił tamtej pożyczki?
– Oczywiście! Też pytanie… – ostro zareagowała Hilary.
– A może go na to nie stać? Sama przecież mówiłaś, że wszystkie firmy zaciągają kredyty.
– Nie wszyscy padają od kredytów. Oczywiście, że może zwrócić ten dług. Jego ojciec, Ambrose Marriott, za ogromną kwotę sprzedał sieć swoich sklepów i na pewno równo podzielił majątek pomiędzy synów. – Westchnęła – ciężko. – Popatrz na nas, Lydie. Ojciec i ja jesteśmy już u kresu…
Taka była prawda i Lydie wiedziała, że nie może się wycofać.
– Masz jego numer?
– Przecież to nie jest rozmowa na telefon – stwierdziła poirytowana Hilary. – Musisz się z nim spotkać osobiście.
– Oczywiście. Chcę zadzwonić do jego biura i umówić się na spotkanie. Jeśli przyjdę do niego bez zapowiedzi, pewnie mnie spławi. Zresztą, jeśli domyśli się, po co chcę się z nim spotkać, zrobi to tak czy inaczej.
– Ojciec nie powinien się o tym dowiedzieć. Zadzwoń ze swojego pokoju. Pójdę z tobą. – Oczywiście musiała wszystkiego dopilnować osobiście.
– Marriott Electronics – odezwał się po chwili miły głos w słuchawce.
